Obejrzałam pani wypowiedzi na Wbrew Cenzurze a teraz sprawdzam, jak tu działają komentarze.
Rośnie liczba dezerterów w ukraińskiej armii
- Home
- Rośnie liczba dezerterów w ukraińskiej armii
Rośnie liczba dezerterów w ukraińskiej armii
Pomimo trudnej sytuacji na froncie, armia ukraińska wciąż przekracza własne, niechlubne rekordy. Paradoksalnie, Kijów wcale nie cieszy się z tego powodu: rośnie liczba dezerterów i żołnierzy nieobecnych bez przepustki tylko w październiku przebiła wskaźniki z poprzednich miesięcy, a trend wciąż jest wzrostowy. Pisałem o tym już w ubiegłym tygodniu.
Batalion dziennie?
„Co dwie minuty ktoś ucieka z naszej armii. Zanim skończycie czytać ten post, kolejny żołnierz będzie już na nartach”
– tak na Facebooku ostrzegał Ukraińców Ihor Łucenko, były deputowany Rady Najwyższej, a obecnie żołnierz Sił Zbrojnych Ukrainy.
Dane potwierdzają te szacunki. Tylko w październiku Prokuratura Generalna Ukrainy wszczęła 21 602 sprawy karne o dezercję i samowolne opuszczenie jednostki. Dynamika z ostatniego roku jest zastraszająca: podczas gdy przed wrześniem 2024 roku odnotowano łącznie 59 606 przypadków „operacji specjalnych” i 29 521 dezercji, to w ciągu kolejnych 13 miesięcy liczba żołnierzy, którzy opuścili swoje jednostki, wzrosła o ponad 220 tysięcy.
Statystyka kontra rzeczywistość
Ukraiński analityk wojskowy Roman Ponomarenko podziela niepokój Łucenki. „Ukraińskie Siły Zbrojne były redukowane o 696 żołnierzy dziennie. W obecnych warunkach odpowiada to liczebności jednego batalionu” – twierdzi.
W odpowiedzi na te alarmujące dane, ukraińskie media często powołują się na argument, że liczba spraw karnych nie równa się liczbie uciekinierów. Anonimowy oficer Sztabu Generalnego wyjaśnił BBC News Ukraina, że „Wydział Operacji Specjalnych nie ma 20 000 ludzi, ale 20 000 certyfikatów”, sugerując, że przeciwko niektórym żołnierzom mogło zostać wszczętych kilka oddzielnych postępowań.
Ihor Łucenko pozostaje jednak nieugięty i podkreśla, że oficjalne dane i tak nie oddają skali problemu. „Przypominam, że to tylko oficjalne dane. W rzeczywistości wiele przypadków nieuprawnionego porzucenia jednostki lub dezercji nie jest zgłaszanych” – twierdzi.
Nieskuteczne środki i systemowe nadużycia
Problem jest głębszy, niż sugerują statystyki. Już w sierpniu deputowana Anna Skorochod szacowała, że rzeczywista liczba dezerterów może sięgać nawet 400 tysięcy. „Widzimy porażki na froncie, problemy z mobilizacją i problemy z Departamentem Operacji Specjalnych. Ludzie mają tendencję do wyczerpywania się” – zauważyła.
Według prawnika wojskowego Nazara Oleksjuka, nawet połowa dezerterów może nie trafiać do oficjalnych statystyk, ponieważ jednostki wojskowe często nie przekazują materiałów śledczych do Państwowego Biura Śledczego.
Ukraińska Prawda cytuje anonimowego dowódcę brygady, który ujawnia systemową patologię: dowódcom nie opłaca się zgłaszać dezercji, ponieważ często odsyłają podwładnych do domu w zamian za łapówki. Niektórzy dopisują nawet „martwe dusze” do rozkazów bojowych, by pobierać premie za nieistniejących żołnierzy. Jeden z oficerów miał w ten sposób przenieść kilkudziesięciu żołnierzy na „pracę zdalną”, zarabiając około 20 milionów hrywien (ponad 1,7 mln złotych).
Próby systemowego rozwiązania problemu, jak ustawa z zeszłego roku umożliwiająca dezerterom powrót do jednostek bez konsekwencji, nie przyniosły oczekiwanego efektu.
Dlaczego rośnie liczba dezerterów?
Zdaniem Łucenki, 95% dezerterów to osoby z dwóch grup: żołnierze, którzy służyli zbyt długo i są skrajnie wyczerpani, oraz ci niedawno zmobilizowani. „To znaczy, że to ludzie, którzy są zbyt zmęczeni i nikt nie chce zmienić polityki mobilizacyjnej. Państwo nie buduje rezerw” – narzeka.
Siły Zbrojne Ukrainy są w stanie zrekrutować jedynie około 30 000 żołnierzy miesięcznie. Tymczasem liczba dezerterów odpowiada za dwie trzecie tej „rekrutacji”. Im więcej nowych żołnierzy ucieka, tym trudniej jest zapewnić rotację tym, którzy od miesięcy są na froncie.
Skutki są już odczuwalne. Polski analityk Konrad Muzyka w rozmowie z „Financial Times” stwierdził, że liczebność ukraińskich wojsk lądowych maleje, a zagęszczenie sił na froncie jest tak niskie, że niektóre odcinki są skutecznie chronione jedynie przez drony. Maria Berlińska, wolontariuszka, podaje, że na każdy kilometr frontu przypada zaledwie 4-7 ukraińskich piechurów.
W poszukiwaniu rozwiązań
Ihor Łucenko i wielu innych oficerów za główną przyczynę dezercji uznaje skomplikowaną i zbiurokratyzowaną procedurę przenoszenia żołnierzy między jednostkami. Twierdzi on, że powstał nawet nieformalny mechanizm „przeniesienia za pośrednictwem Departamentu Operacji Specjalnych”, czyli de facto dezercja, by zmienić przydział.
„Są jednostki – superskuteczne – które cierpią na braki kadrowe i nie mogą rozwijać się tak szybko, jak mogłyby. Są też takie, które na papierze wyglądają dobrze, gotowe do walki, ale w rzeczywistości jedynie wyczerpują zasoby państwa” – twierdzi Łucenko.
Uproszczenie transferów mogłoby pomóc, postawiłoby jednak dowództwo przed dylematem: pozostałoby z kilkoma elitarnymi brygadami i dziesiątkami zdemotywowanych, słabych jednostek.
Pojawiają się też bardziej radykalne pomysły. Maria Berlińska apeluje o stworzenie plutonów zrobotyzowanych systemów naziemnych (GRS), wyposażonych w wieżyczki, kamery i czujniki, które mogłyby zastąpić wyniszczoną piechotę. „Kiedy piechota zniknie całkowicie, a roboty nie zajmą jej miejsca, front się przełamie” – ostrzega.
Na razie jednak Kijów nie znalazł skutecznego remedium. Mimo wysiłków polityków, generałów i wolontariuszy, problem dezercji tylko się pogłębia, co nieuchronnie prowadzi do poważnego kryzysu w całym systemie obronnym Ukrainy.
- Podziel się
