Obejrzałam pani wypowiedzi na Wbrew Cenzurze a teraz sprawdzam, jak tu działają komentarze.
Proces sumienia, czy sądu? Braun atakuje!
- Home
- Proces sumienia, czy sądu? Braun atakuje!
Proces sumienia, czy sądu? Braun atakuje!
Sala sądowa wypełniona po brzegi, modlitwy i solidarnościowe okrzyki na korytarzu, policyjne blokady ulic – oto spektakl, w którym głównym aktorem ma być prawo. Rozpoczął się proces Grzegorza Brauna, a już jego pierwsze minuty ujawniły głębszy dramat: nie tyle spór o fakty, co fundamentalny konflikt o legitymizację samego systemu.
Braun od razu atakuje
Braun, niczym prowokator z arcypolskiej tradycji romantycznych buntowników, od razu uderza w fundament: kwestionuje skład sędziowski, nazywając go „neosądem”. Jego wniosek, przez prokuraturę szybko wyszydzony jako „absurdalny”, jest w istocie kluczowy. To nie tylko taktyka procesowa. To jawny sygnał, że oskarżony nie uznaje pola gry, na które został zaproszony. Uznaje się nie za przestępcę, ale za więźnia politycznego, a sąd – za narzędzie politycznej rozgrywki. W ten sposób proces ryzykuje przekształcenie się w sąd nad sądem, gdzie każdy wyrok zostanie odczytany przez jedną stronę jako dowód słuszności oskarżeń Brauna, a przez drugą – jako potwierdzenie jego tez o systemowej niesprawiedliwości.
Niepokojąco w tę narrację wpisują się niestety przedstawiciele władzy. Wypowiedzi wiceminister Ejchart („może trafić do więzienia”) czy ministra Żurka („dopadnie go sprawiedliwość”, „nie odpuszczę”) brzmią jak przedwczesne ogłoszenie werdyktu. W państwie prawa minister sprawiedliwości nie jest trybunem ludowym, lecz gwarantem bezstronności procedur. Jego słowa powinny chłodzić emocje, nie je podgrzewać. Kiedy szafuje się takimi określeniami, gdy proces dopiero się toczy, daje się Braunowi i jego zwolennikom potężny oręż propagandowy: patrzcie, to nie sąd, to polityczna egzekucja.
Faktografia zarzutów jest poważna: od gaszenia menory, przez wynoszenie choinki, po incydenty z lekarką. Niezależnie od osobistych ocen tych czynów, to sąd ma rozstrzygnąć, czy przekroczyły one granice prawa. Problem w tym, że Braun skutecznie przesuwa środek ciężkości z „czy złamał prawo?” na „czyje to prawo i czyj sąd?”. Jego obrona „cywilizacji łacińskiej” i „polskości” oraz oskarżenie o „ustawkę” stawiają go w roli męczennika większej sprawy, co dla części społeczeństwa jest nośne niezależnie od meritum zarzutów.
Proces polityczny
Proces Brauna to więc nie tylko sprawa karna. To test dojrzałości polskiej demokracji i państwa prawa. Test dla sądu: czy zachowa zimną krew i proceduralny rygor wobec prowokacji? Test dla prokuratury: czy udowodni czyny, nie dając się wciągnąć w polityczny spór o światopogląd? I wreszcie test dla władzy wykonawczej: czy potrafi powstrzymać język trybunału, szanując niezawisłość sądów? Jeśli którakolwiek strona tego testu nie zda, wygra tylko Grzegorz Braun. Nawet jeśli przegra w sądzie. Bo prawdziwy wyrok w tej sprawie zapadnie nie w sali na Pradze-Południe, lecz w szerokiej świadomości społecznej – na tym polu walki Braun czuje się jak ryba w wodzie.
- Podziel się
