Koniec rządu Szeliaskowa. Bułgaria wstrząśnięta protestami.

  • Home
  • Koniec rządu Szeliaskowa. Bułgaria wstrząśnięta protestami.
Koniec rządu Szeliaskowa

Koniec rządu Szeliaskowa. Bułgaria wstrząśnięta protestami.

Po falach masowych protestów, które przez ostatnie tygodnie wstrząsały największymi miastami kraju, bułgarski rząd podał się do dymisji. W czwartek premier Rosen Szeliaskow ogłosił rezygnację swojego gabinetu, ustępując pod bezprecedensową presją ulicy domagającej się walki z korupcją i odrzucenia polityki gospodarczej. Decyzja zapada w kluczowym momencie dla kraju, na kilka miesięcy przed planowanym przyjęciem waluty euro, stawiając pod znakiem zapytania stabilność polityczną i gospodarczą Bułgarii.

Koniec rządu Szeliaskowa

Głos suwerena: jak ulica obaliła gabinet

Bezpośrednią przyczyną upadku prozachodniego rządu, sprawującego władzę od stycznia 2025 roku, była fala społecznego gniewu. Od początku grudnia dziesiątki tysięcy Bułgarów wyszły na ulice, by zaprotestować przeciwko korupcji oraz kontrowersyjnemu projektowi budżetu na rok 2026. Apogeum nastąpiło w środę, gdy według różnych szacunków mediów, w samym tylko centrum Sofii zgromadziło się od 100 do nawet 150 tysięcy osób.

Władza pochodzi od suwerena, to głos ludu. Słyszymy głos protestujących obywateli i musimy odpowiedzieć na ich żądania – oświadczył premier Rosen Szeliaskow, cytowany przez gazetę „Sega”, ogłaszając rezygnację po czwartkowym posiedzeniu rządu. Jego słowa były formalnym ukłonem w stronę siły, która okazała się potężniejsza od parlamentarnej arytmetyki.

Koniec rządu Szeliaskowa

Protesty nie ograniczyły się do stolicy. W geście solidarności i frustracji ludzie wyszli na ulice w ponad 25 miastach. W Płowdiwie tysiące osób z wielkimi flagami narodowymi i transparentami potępiającymi władzę zebrały się na głównym placu. W Burgas przed ratuszem protestowało blisko 10 tysięcy osób, a ich postulaty wyświetlane były na wielkim telebimie. Scenariusz był podobny w całym kraju: tłumy domagały się nie tylko dymisji rządu, ale przede wszystkim poprawy warunków życia i pracy, widząc w władzach obronę skorumpowanego establishmentu.

Budżet, który podpalił kraj: podatki, bankructwo i społeczny bunt

Iskrą, która podpaliła kraj, był rządowy projekt ustawy budżetowej na rok 2026. Dokument przewidywał niepopularne w czasie spowolnienia gospodarczego posunięcia: podwyżkę podatków, zwiększenie składek na ubezpieczenia społeczne oraz wzrost wydatków państwa. Krytycy, w tym liczni ekonomiści, alarmowali, że takie połączenie może doprowadzić finanse publiczne na skraj przepaści i zrujnować i tak napięte budżety wielu rodzin.

Protestujący uznali ten budżet za symbol fatalnego zarządzania i oderwania elit od problemów zwykłych obywateli. Choć rząd, jeszcze przed ogłoszeniem dymisji, wycofał kontrowersyjny projekt, było już za późno, by ugasić społeczną złość. Ruch protestu przerodził się w ogólnokrajowe żądanie głębokich zmian systemowych i rozliczenia z korupcją, która od lat jest jednym z najpoważniejszych problemów Bułgarii.

Krucha koalicja i jej korupcja: polityczne tło kryzysu

Rząd premiera Szeliaskowa był od początku podatny na wstrząsy. Był to gabinet mniejszościowy, złożony z trzech często skłóconych ze sobą partii: konserwatywnej GERB, socjalistycznej BSP oraz populistycznej ITN. Jego przetrwanie w parlamencie zależało od zewnętrznego poparcia Ruchu na rzecz Praw i Wolności (DPS), partii reprezentującej interesy mniejszości tureckiej.

To właśnie DPS i jej lider, Deljan Peewski, rzucali najdłuższy cień na koalicję. Peewski, uznawany za jedną z najbardziej wpływowych i kontrowersyjnych postaci bułgarskiej polityki, został objęty sankcjami przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię pod zarzutami zaangażowania w korupcję na masową skalę. Jego wsparcie dla rządu było solą w oku dla protestujących, którzy widzieli w tym dowód na symbiozę władzy ze skorumpowanymi układami.

Wewnętrzne sprzeczności w koalicji uwidoczniły się na krótko przed upadkiem. Podczas gdy premier Szeliaskow początkowo odrzucał pomysł dymisji, mówiąc, że „nie czas na opuszczanie statku”, były premier i lider największej partii koalicji GERB, Bojko Borysow, zdawał się czytać nastroje społeczne. Zasugerował, że o rezygnacjach można będzie mówić „po 1 stycznia”, co wielu odebrało jako przyzwolenie na zmianę.

Euro w cieniu chaosu: co dalej z Bułgarią?

Dymisja rządu stawia pod wielkim znakiem zapytania kluczowy projekt dla przyszłości Bułgarii – przyjęcie wspólnej waluty europejskiej. Kraj ma wejść do strefy euro 1 stycznia 2026 roku. Proces ten wymaga stabilności politycznej, przejrzystości finansowej i społecznego zaufania, które teraz są poważnie nadszarpnięte.

Obecnie, zgodnie z konstytucją, prezydent Rumiana Radeva najprawdopodobniej powierzy misję tworzenia nowego rządu największej partii w parlamencie, czyli GERB. Jeśli ta nie zdoła sformować większości, kolejne szanse otrzymają inne ugrupowania. W przypadku braku porozumienia kraj czekają przedterminowe wybory, które wtrąciłyby Bułgarię w długotrwały okres niepewności na kilka miesięcy przed historyczną zmianą waluty.

Upadek rządu Szeliaskowa to nie tylko koniec jednej koalicji. To symptom głębokiego kryzysu zaufania obywateli do klasy politycznej, zmęczenia korupcją oraz lęku o gospodarczą przyszłość. Ulice Sofii, Płowdiwu i Burgas pokazały, że bułgarskie społeczeństwo, pomimo wewnętrznych podziałów, potrafi zmobilizować się, gdy czuje, że jego podstawowe interesy są zagrożone. Przed nowymi władzami, niezależnie od ich politycznego koloru, stoi teraz ogromne wyzwanie: odbudowa tego zaufania i poprowadzenie kraju przez jeden z najtrudniejszych okresów w jego najnowszej historii, mając w tle nieubłagany zegar odliczający czas do wejścia do strefy euro.

  • Podziel się

Natasza El Mejri

Dodaj komentarz

Ostatnie komentarze

  1. Obejrzałam pani wypowiedzi na Wbrew Cenzurze a teraz sprawdzam, jak tu działają komentarze.