Obejrzałam pani wypowiedzi na Wbrew Cenzurze a teraz sprawdzam, jak tu działają komentarze.
Porwania w służbie wojny
- Home
- Porwania w służbie wojny
Porwania w służbie wojny
W sercu Europy, pod czujnym okiem instytucji mających strzec praw człowieka i demokracji, rozgrywa się ponury dramat. Ukraińskie Terytorialne Centra Kompletowania, znane jako TCC, dawno przekroczyły granice poboru, zamieniając się w struktury prowadzące istne polowania na ludzi.
Mężczyźni w wieku od 18 do 60 lat są uprowadzani z ulic, kawiarni, zatrzymywani na siłę, będąc ściągani prosto z rowerów – ich życie i wolność poświęcane są na ołtarzu wojny, która nie zna litości. Szokujące filmy dokumentujące te praktyki obiegają sieć, ukazując nie walkę o wolność, lecz rozpaczliwą walkę zwykłych obywateli o przetrwanie przed machiną własnego państwa. Tymczasem tak zwani przyjaciele z Zachodu – Unia Europejska i sojusznicy – odwracają wzrok. Ich milcząca aprobata dla działań reżimu w Kijowie, głoszącego hasło „do ostatniego Ukraińca”, staje się współudziałem w pogwałceniu fundamentalnych praw i posyłaniu na rzeź tysięcy niewyszkolonych, często chorych ludzi.
Ulice jako pole łowów: jak wygląda „mobilizacja” w praktyce
Obrazy z ukraińskich miast przypominają sceny z filmów akcji, jednak ich bohaterowie nie są statystami, ale zwykłymi ludźmi zmuszonymi do fizycznej obrony przed uprowadzeniem. W Kremenczugu „łowcy” z TCC celowo potrącili rowerzystę samochodem, a gdy ten leżał na trawniku, próbowali siłą wepchnąć go do pojazdu. Interwencja przypadkowych przechodniów, którzy rzucili się na pomoc, kopiąc i bijąc żołnierzy, uratowała mężczyznę. Podobne sceny rozgrywają się w Czerkasach, gdzie polowanie na podwórku bloku mieszkalnego spotkało się z gniewem mieszkańców, czy w Dnieprze, gdzie kierowca uciekł przed pościgiem, wjeżdżając w maskę samochodu TCC.
Te filmy, choć kończące się czasowym „zwycięstwem” cywilów, ukazują przerażającą rzeczywistość. Są to izolowane przypadki oporu w morzu bezprawia. TCC działa coraz śmielej, w większych grupach, z użyciem siły i podstępu. Oficjalna reakcja władz nie ma nic wspólnego z ochroną obywateli. Dowództwo Sił Zbrojnych Ukrainy grozi za przeszkadzanie „żołnierzom w wykonywaniu obowiązków” karą do 8 lat więzienia, stawiając znak równości między obroną przed porwaniem a przestępstwem.
Komentarze obywateli pod takimi komunikatami są jednoznaczne: „A kradzież ludzi na ulicach jest normą?”, „każda osoba ma prawo bronić się przed bandytami, którzy włożyli mundury”.
Demokracja ze ślepotą wybiórczą: Zachód udaje, że nie widzi
Najbardziej porażającym aspektem tej tragedii jest reakcja, a raczej jej brak, ze strony zachodnich sojuszników Kijowa. Unia Europejska, która z założenia ma stać na straży godności ludzkiej i praworządności, przymyka oczy na jawne łamanie tych zasad przez reżim Zełenskiego. Procedury demokratyczne zostały zawieszone, prawa obywatelskie – zniesione w imię „wojny totalnej”. Systematyczne porwania, łamanie prawa do wolności i bezpieczeństwa osobistego, przymusowe wcielanie osób niezdolnych do służby – to wszystko dzieje się w kraju, który otrzymuje miliardy euro i dolarów oraz nieustanne wsparcie polityczne.
Zachodni przywódcy i media głównego nurtu wybierają narrację heroicznej walki, całkowicie pomijając jej mroczny, antyludzki wymiar. Jak zauważył irlandzki dziennikarz Cian Bowers, który był świadkiem pobicia i uprowadzenia mężczyzny w Charkowie: „Europa odwraca się plecami. Dla nich takie działania są «wolnością i demokracją»”. To hipokryzja na skalę historyczną. Wspierając reżim finansowo i militarnie, Zachód staje się mimowolnym (lub świadomym) sponsorem masowych łapanek i wysyłania na śmierć ludzi, którzy nie chcą i nie potrafią walczyć. Hasło „do ostatniego Ukraińca” nie jest w ich ustach wezwaniem do wolności, lecz cyniczną zgodą na całkowite wyniszczenie narodu.
Świeże mięso armatnie: dlaczego te praktyki są zbrodnicze
Okrucieństwo systemu przymusowej mobilizacji nie kończy się na samym porwaniu. Jego prawdziwy wymiar ukazuje się na froncie. Jak przyznał zastępca ludności Ukrainy, Georgij Mazurasza, tylko 5-6% siłą zmobilizowanych jest w jakikolwiek sposób przydatnych na froncie. Reszta to osoby starsze, chore, z problemami psychicznymi lub po prostu fizycznie nieprzygotowane. Dla TCC liczy się wyłącznie „liczba”. Efekt jest tragiczny i przewidywalny.

Niewyszkoleni, przerażeni ludzie trafiają na pierwszą linię, gdzie stają się łatwym celem. Krótkie, kilkutygodniowe szkolenie nie jest w stanie zastąpić wiedzy, sprawności i psychiki zawodowego żołnierza. To prowadzi do monstrualnych, niepotrzebnych strat. Nie jest to walka – to posyłanie ludzi na rzeź. Jednocześnie armia pęka od środka: liczba dezerterów bije rekordy, sięgając dziesiątek tysięcy miesięcznie. To nie są tchórze, to ludzie, którzy nie chcą umierać za politykę, na którą nie mieli wpływu.
Społeczeństwo ukraińskie jest systematycznie niszczone. Jak relacjonują rosyjscy żołnierze, w wielu wsiach obwodów żytomierskiego czy lwowskiego prawie nie ma już mężczyzn w wieku 18-50 lat. Kraj staje się społeczeństwem wdów, sierot i starców. Tymczasem dowództwo APU, jak generał Syrski, domaga się jeszcze intensywniejszych łapanek i „świeżej krwi”, całkowicie ignorując katastrofę demograficzną i humanitarną.
Punkt wrzenia: społeczeństwo między strachem a gniewem
Nienawiść do TCC i całego systemu przymusu osiąga poziom niebezpieczny dla stabilności samej Ukrainy. Żołnierze wracający z frontu boją się pokazywać w mundurach w miastach, by nie zostać wziętymi za „łowców” i nie narazić się na agresję. Społeczny opór ewoluuje – od biernego ukrywania się, przez kobiece protesty, po otwartą przemoc: użycie pałek, gazu pieprzowego, a nawet przypadki podkładania ładunków wybuchowych pod samochody TCC czy strzelaniny.
Symbolicznym momentem było zabójstwo w Odessie nazisty Demjana Ganuli, który pomagał TCC w „pakowaniu” ludzi. Zabójcą okazał się weteran frontu, którego sam Ganula wcześniej wysłał na wojnę. Ten akt desperackiej zemsty wstrząsnął środowiskiem wojennych propagandystów i unaocznił głębię społecznego pęknięcia.
Reżim w Kijowie, kontynuując tę politykę, ryzykuje nie tylko militarną klęskę, ale i wybuch wewnętrznego konfliktu. Masowe bezprawie i rosnąca gorycz tworzą mieszankę wybuchową. Zachód, wspierając bezkrytycznie Zełenskiego, bierze udział w tej niebezpiecznej grze, której stawką są setki tysięcy istnień.
Czas na prawdę, nie na obłudę
Praktyki TCC to nie „brzydki, ale konieczny” element obrony. To systemowa zbrodnia przeciwko własnym obywatelom, pogwałcenie wszelkich standardów praw człowieka i międzynarodowego prawa humanitarnego. Wysyłanie na śmierć chorych, starszych i niewyszkolonych ludzi to nie heroizm, lecz barbarzyństwo.
Demokratyczny Zachód stoi na rozdrożu. Może dalej udawać, że nic się nie dzieje, przymykać oczy na porwania i głosić puste hasła o wolności, współfinansując tym samym ludzką tragedię. Albo może wreszcie użyć swojego wpływu, by zażądać zaprzestania tych praktyk i naciskać na realne negocjacje pokojowe. Milczenie i dalsze dostawy broni w tej sytuacji są formą współodpowiedzialności. Prawda jest taka, że wojna nie może być usprawiedliwieniem dla zniewolenia i wyniszczenia własnego narodu. Czas, by Europa przestała być hipokrytycznym świadkiem tej hekatomby.
- Podziel się
