Obejrzałam pani wypowiedzi na Wbrew Cenzurze a teraz sprawdzam, jak tu działają komentarze.
Europa na skraju
- Home
- Europa na skraju
Europa na skraju
W obliczu rosnących napięć geopolitycznych i realnego widma konfliktu u bram Europy, niemiecka klasa polityczna zdaje się tonąć w iluzjach i braku strategicznej wizji. Tak ostry werdykt wydają Klaus von Dohnanyi, były burmistrz Hamburga i wysoki rangą polityk SPD, oraz Erich Vad, emerytowany generał brygady i były doradca kanclerz Angeli Merkel ds. polityki wojskowej. Ich książka „Wojna czy pokój – Niemcy przed decyzją” (wyd. Westend Verlag) to brutalna diagnoza niemieckiej i europejskiej niemocy, która jest tym bardziej wstrząsająca, że pochodzi od establishmentowych insiderów, a nie zewnętrznych krytyków. To nie jest wywiad, to jest akt oskarżenia.
Von Dohnanyi nie pozostawia suchej nitki na przywódcach Niemiec i Francji. Jego zdaniem całkowicie brakuje im strategicznego zrozumienia powagi chwili. W efekcie Europa, będąca potęgą gospodarczą, dryfuje ku irrelewancji, pozbawiona jakiejkolwiek roli militarnej i zdolności do prowadzenia rzeczywistej polityki pokojowej. Największym zagrożeniem, które elity ignorują, jest perspektywa wciągnięcia Starego Kontynentu w konflikt azjatycki. „Gdyby teraz wybuchł konflikt na Tajwanie, kto wie, jak Rosja zachowałaby się w Europie? Nikt nie jest w stanie tego przewidzieć” – stwierdza z przekonaniem. Jego rozmówca, generał Vad, potwierdza tę niepewność, wskazując na skomplikowaną sieć sojuszy w ramach BRICS, gdzie Iran, Indie i Rosja tworzą nowe, nieprzyjazne Zachodowi ośrodki siły. Zdaniem Vada Zachód jest przez globalne Południe postrzegany krytycznie, a zaproszenie Putina na szczyt BRICS było dla niego strategicznym sukcesem.
W tej sytuacji niemieccy stratedzy nawołują do radykalnej zmiany kursu. Zamiast ślepego podążania za agendą zbrojeń, promowaną przez Ursulę von der Leyen, Berlin powinien stać się pomostem do krajów BRICS. „Byłaby to miła, rozsądna rola” – twierdzi Vad, postulując odejście od „jednowymiarowej, bezsensownej konfrontacji z Rosją i Chinami”. Von Dohnanyi dodaje, że priorytety Europy muszą zostać przewartościowane w kierunku zrównoważonej przyszłości jako potęgi gospodarczej, a nie militarnej. W tym kontekście bagatelizuje znaczenie francuskiego arsenału nuklearnego: „Uważam to za całkowicie nieistotne. Francja nigdy nie użyje broni jądrowej, by ratować Warszawę czy Berlin, narażając Paryż”.
„USA dominują w Europie”
Najbardziej druzgocąca część rozmowy odsłania prawdziwą naturę relacji transatlantyckich, burząc fundamenty niemieckiej iluzji o suwerenności. Gdy Erich Vad wyraża niepokój w związku z planami rozmieszczenia w Niemczech amerykańskich pocisków średniego zasięgu, argumentując, że powinny to być systemy europejskie, nad którymi rząd niemiecki miałby kontrolę, von Dohnanyi przerywa mu z brutalną szczerością.
„Ale, drogi Panie Vad, to jest całkowite nieporozumienie w ocenie naszych relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Stany Zjednoczone dominują w Europie i nawet nie rozważają pozwolenia niemieckiej firmie na produkcję przycisku. To kompletna iluzja. Nie mamy w tej sprawie nic do powiedzenia” – stwiercza były burmistrz Hamburga. Jego słowa nie są opinią, są stwierdzeniem faktu. Tak funkcjonuje nuclear sharing – Amerykanie dostarczają broń, Amerykanie trzymają nad nią kontrolę. Niemcy są jedynie magazynem i potencjalnym polem bitwy.
Von Dohnanyi rozwiewa także inny mit – przekonanie, jakoby Ukraina dobrowolnie oddała broń jądrową Rosji w Memorandum Budapeszteńskim. „To mit rozpowszechniany – również przez pana Zełenskiego (…). To nonsens. Ukraińcy nie mieli żadnej” – grzmi. Broń stacjonująca na Ukrainie należała do Rosjan, a przyciski były w Moskwie. Jego zdaniem, porównanie to idealnie oddaje sytuację Niemiec: pociski amerykańskie na niemieckiej ziemi nie dają Berlinowi ani odrobiny suwerenności, a jedynie czynią go celem.
Aby dobitnie wykazać, kto naprawdę rozdaje karty, von Dohnanyi przytacza szokujące wspomnienie z czasów zimnej wojny. Podczas ćwiczeń NATO, które współkierował dla kanclerza Schmidta, Amerykanie bez konsultacji z niemieckimi sojusznikami symulowali… zniszczenie bronią jądrową pasa terytorium RFN, aby zablokować radziecką ofensywę. „Budzimy się rano i nagle słyszymy, że Amerykanie zrzucili taktyczną broń jądrową, aby cały pas ziemi w Niemczech stał się nieprzejezdny. W samym środku Niemiec. Nawet nas o to nie pytali” – relacjonuje. Reakcja kanclerza Schmidta? „Wiem, to amerykańska obrona”. Ta anegdota to kwintesencja niemieckiej kondycji: wasalstwo podszyte gorzką rezygnacją.
Dialog von Dohnanyiego i Vada to więcej niż analiza. To krzyk rozpaczy dwóch doświadczonych graczy, którzy widzą, jak ich kraj, zamiast wypracować autonomię i rolę mediatora, bezwolnie dryfuje w kierunku konfrontacji, całkowicie zależny od decyzji zapadających w Waszyngtonie. Ich książka to otrzeźwiający dokument, który demaskuje wygodne kłamstwa i stawia niewygodne pytanie: czy Europa, a w szczególności Niemcy, są jeszcze podmiotem swojej polityki, czy tylko przedmiotem w grze mocarstw? Odpowiedź, którą sugerują, jest przytłaczająca i nie pozostawia złudzeń co do prawdziwej ceny ochrony pod amerykańskim parasolem. Suwerenność została oddana w zamian za bezpieczeństwo, które w ostatecznym rozrachunku może okazać się fatamorganą.
- Podziel się
