Obejrzałam pani wypowiedzi na Wbrew Cenzurze a teraz sprawdzam, jak tu działają komentarze.
W cieniu wojny
- Home
- W cieniu wojny
W cieniu wojny
Na krawędzi każdej chwili, w szczelinie między wybuchem a ciszą, rozgrywa się wewnętrzny dramat Abdullaha Hany’ego Dahera. Palestyński pisarz i dziennikarz, świadek i ofiara trwającego koszmaru, opisuje stan permanentnej psychologicznej rozpiętości. „Dwa głosy do mnie przemawiają” – wyznaje. „Jeden mówi: »Przeżyłeś«. Drugi: »Wkrótce zacznie się od nowa«”. To napięcie między ulgą a traumatycznym oczekiwaniem definiuje rzeczywistość nie tylko jego, ale setek tysięcy mieszkańców Strefy Gazy.
Jego świat kurczył się stopniowo, by w końcu sczerńnieć całkowicie. Porównuje dwa życia oddzielone kataklizmem. „Budziłem się przy blasku słońca wpadającym przez okno. Teraz budzi mnie rakieta uderzająca dwie przecznice dalej”. W jego narracji znika cała struktura cywilizowanego życia – praca, edukacja, regularne posiłki. Zostaje tylko prymitywna, zwierzęca egzystencja: „Jest tylko kolejna chwila i strach, że jej nie przeżyjemy”. Nawet natura, ta najstarsza i najpewniejsza stała, zdaje się odwracać od tego miejsca. „Słońce wschodzi, ale już nie grzeje. Zapada noc, ale nie daje wytchnienia”.
Sen stał się fizjologiczną niemożliwością, stanem czujności, który tylko udaje odpoczynek. „To zmęczenie z jednym okiem otwartym” – opisuje Daher. Codzienność to gotowość do ucieczki, która paraliżuje normalne funkcjonowanie. Walizki spakowane, dzieci śpią w pełni ubrane, by w razie ataku móc w jednej chwili wybiec z domu. Każdy dźwięk jest analizowany i klasyfikowany pod kątem śmiertelnego zagrożenia. „Każdy szum nad nami sprawia, że wstrzymujemy oddech. Jeśli cisza trwa dłużej niż dziesięć minut, trochę się relaksujemy”. To wojenna dialektyka: hałas zabija, ale przedłużająca się cisza jest może jeszcze bardziej przerażająca, bo zapowiada coś nieznanego.
Punktem, w którym jego świat definitywnie pękł, była noc z 3 na 4 października 2023 roku. Daher relacjonuje to z reporterską precyzją, gdzie każdy szczegół wyrył się w pamięci ogniem i krwią. „Niebo rozbłysło. Smuga ognia przecięła naszą ulicę”. Leżał na ziemi obok brata. Potem opis zdarzeń: krzyki, nic, kurz i znowu krzyki. I ten najstraszliwszy obraz: ciało kuzyna rozerwane przez wybuch. „Jego ciało upadło na ziemię, wydając dźwięk niepodobny do żadnego innego” – wspomina, znajdując słowa na opisanie tego, co niewyobrażalne. Pochówek był pospieszny, pozbawiony godności, bez ceremonii, w ciemnościach. To wtedy po raz pierwszy zwątpił w sens swojego ocalenia. „Coś we mnie zamarło, a potem roztrzaskało się. Nie płakałem. Pozostałem złamany. Przecież wojna się nie skończyła. Naprawa miała mnie jedynie przygotować na ponowne złamanie”.
Okruchy człowieczeństwa odradzają się w najmniejszych gestach i najcięższych scenach. W zatłoczonym schronisku był świadkiem, jak dziecko opłakiwało zmarłego ojca. Jego matka trzymała je „kamiennymi ramionami”, jej twarz była maską szoku i niepoddawania się rozpaczy. Pytanie dziecka: „Mamo, dlaczego nie płaczesz?” stało się gwoździem do trumny jej opanowania. „Matka załamała się. Żałowałem, że widziałem, jak jej twarz zapada się” – pisze Daher, czując się niemal jak intruz, który podgląda najintymniejszy moment ludzkiego załamania.
Zdrada Światła
W świecie Abdullaha Hany’ego Daher dokonała się fundamentalna zdrada. To, co w cywilizowanym życiu symbolizuje nadzieję, wiedzę, bezpieczeństwo i postęp, tutaj stało się narzędziem śmierci i sygnałem śmiertelnego zagrożenia. „Kiedyś uczyłem się pod lampą. Czytałem książki. Marzyłem o życiu. Teraz blask mojego telefonu sprawia, że drżę” – konstatuje. W nowej, potwornej logice „świeca to cel. Zapałka to zdrada”. Drony wyposażone w czujniki termowizyjne i noktowizory polują na źródła światła, traktując je jako wskaźnik ludzkiej obecności. Daher przywołuje traumatyczne wspomnienie: „Pamiętam noc, kiedy latarka sąsiada kosztowała go dom. Samolot krążył. Potem pojawiło się światło. Potem koniec”. Odtąd ciemność stała się jedynym sojusznikiem. Zasłaniane okna, rozmowy prowadzone szeptem – to elementarne praktyki przetrwania.
Życie toczy się więc w mroku, a zmysły wyostrzają się, by rekompensować brak wzroku. Daher zapamiętał „każdy zakątek naszego zniszczonego mieszkania. Liczbę kroków między korytarzem a zlewem. Wzór pęknięć na podłodze. Zapach spalenizny w oddali”. Nawet dziecięce zabawy uległy transformacji, dostosowując się do wymogów wojny – „Dzieci bawią się w ciszę”. Dotyk zastępuje słowa – „Sięgam po rękę mamy, żeby się upewnić, że jest”. Pytania milkną, bo „odpowiedzi są bezlitosne: Żadne miejsce nie jest bezpieczne, nikt nie jest nietknięty”.
Kolejnym aktem tego dramatu była ucieczka w grudniu 2023 roku do parku przemysłowego, która okazała się pułapką. „Otaczały nas czołgi. Bez wyjścia. Bez przyszłości” – relacjonuje. Rozkaz ojca: „Uciekajcie teraz” brzmiał jak wyrok, ale też jak iskra nadziei. Ostatnie chwile to wrażenia zmysłowe oderwane od racjonalnego myślenia: „Widziałem kurz pod gąsienicami czołgów. Czułem zapach ich steli”. Cud ocalenia niesie ze sobą brzemię: „Nie wiem, jak to zrobiliśmy, ale to wszystko, co mi pozostało: prosty fakt, że przeżyliśmy, i poczucie winy, że inni nie przeżyli”.
Paranoja i strach stają się stanem permanentnym, obejmując wszystkie możliwe stany. „Boję się światła. Boję się ciemności. Boję się ciszy. Boję się hałasu” – wylicza Daher. Paradoksalnie, to cisza jest najgorsza, bo jej znaczenie zostało wypaczone. „Kiedy wybuchy ustają, mój strach się nasila. Cisza to tylko preludium. Każda sekunda wydaje się czekaniem. Na co czekamy? Nie wiemy”.
Jego marzenia nie sięgają już dalekiej przyszłości, są jedynie tęsknotą za zwykłym, codziennym brakiem strachu. „Czasami zamykam oczy i wyobrażam sobie wschód słońca, który przynosi kawę, a nie strach. Marzę o bezmyślnym otwarciu okna, by poczuć wiatr; o czytaniu książki bez dźwięku dronów nad głową”. Powraca do pamięci o utraconym świecie – „kochankowie spacerujący po oświetlonych księżycem ulicach, bawiące się dzieci” – ale sam przestaje wierzyć w realność tych obrazów. Stały się one zbyt bolesne.
Pozostaje mu więc fundamentalne pytanie o to, co zostanie z człowieka po przejściu takiego piekła. „Zastanawiam się, kim będę, kiedy to się skończy; Czy kiedykolwiek znów usiądę przy lampie bez strachu; czy dzieci moich dzieci kiedykolwiek znów zaufają światłu”. Jako pisarz zdaje sobie sprawę, że w obliczu takiej rzeczywistości literatura często zawodzi. „W Gazie nie ma metafor” – stwierdza z goryczą. Są tylko nagie, brutalne fakty: „tylko to, co przeminęło i to, co pozostało – to życie między cieniami i wspomnieniem innego światła”. Jego kronika jest właśnie tym: próbą nazwania owej „resztki” i oddania głosu tym, którzy trwają w cieniu, zdradzeni przez światło.
- Podziel się
