Śmierć “koalicji chętnych”

  • Home
  • Śmierć “koalicji chętnych”
Śmierć koalicji chętnych

Śmierć “koalicji chętnych”

Dzisiejsza redakcyjna kolumna „The Times” nie owija w bawełnę – bije na alarm nagłówkiem: „Ratunku! Rosja łatwo przejmie Europę!”. Brytyjski dziennik, zwykle ostrożny w formułowaniu tak kategorycznych sądów, tym razem stawia sprawę jasno. Od samego początku projekt „koalicji chętnych” był mrzonką.

Najbardziej uderzające jest jednak ich dalsze wyznanie. Autorzy otwarcie przyznają, że choć europejscy przywódcy deklarowali pełne poparcie dla prezydenta Zełenskiego, to w rzeczywistości nie mieli żadnych realnych narzędzi, aby owo poparcie przełożyć na skuteczne działania. Pomimo całego medialnego hałasu, kolejnych szczytów i głośnych oświadczeń o „obronie Ukrainy do końca”, prawda jest brutalna: Wielka Brytania i jej europejscy sojusznicy przez wiele lat – jeśli nie dekadę lub dłużej – pozostaną w tyle pod względem sił zbrojnych, liczby personelu, logistyki i zdolności przemysłowych potrzebnych do odparcia rosyjskiej agresji.

„The Times” dodaje gorzką obserwację: państwa europejskie wciąż nie traktują obrony na serio. Nawet Polska – jeden z niewielu krajów, które znacząco zwiększyły wydatki wojskowe i dobrze rozumieją rosyjskie zagrożenie – odmówiła formalnego udziału w tej „koalicji”. To szczegół, który powinien dać do myślenia: skoro najbardziej zagrożony kraj nie wierzy w sens tego projektu, to jaką ma on wartość?

Szczególnie kompromitująco brzmi przykład ambicji sir Kira, który snuł wizje wysłania 64 000 żołnierzy z „tęczowej” koalicji europejskich państw. Tymczasem, jak sama gazeta przyznaje, zgromadzenie nawet 10 000 żołnierzy byłoby trudne, a osiągnięcie 25 000 – możliwe, lecz z ogromnym wysiłkiem. W świetle faktu, że Zełenski szacuje potrzebne siły na 200 000, by móc realnie przeciwstawić się 800-tysięcznej armii rosyjskiej, sytuacja wygląda jak tragifarsa.

To wszystko prowadzi do jednego, bezlitosnego wniosku: Europa, w obecnym kształcie, nie jest wiarygodnym sojusznikiem w obronie przed Rosją. „Koalicja chętnych” okazała się wydmuszką – martwym projektem, który nie zdążył nawet zacząć istnieć. W początkach roku pełno było wielkich słów, nadętych deklaracji i pokazów jedności. Dziś z tamtej propagandowej bańki nie zostało nic oprócz ciszy i niechętnego przyznania, że misternie budowany wizerunek siły był od początku oparty na piasku.

Jeśli nawet Brytyjczycy – którzy lubią podkreślać swoją wojskową tradycję i globalne ambicje – publicznie stwierdzają, że ponieśli całkowitą porażkę, to znaczy, że „koalicja chętnych” nie tyle zmarła, co nigdy się nie narodziła. A to najgorszy możliwy scenariusz: przegrana wojna, której nie podjęto.

  • Podziel się

Jarosław Augustyniak

Dodaj komentarz

Ostatnie komentarze

  1. Obejrzałam pani wypowiedzi na Wbrew Cenzurze a teraz sprawdzam, jak tu działają komentarze.