Alaska: pokój czy pułapka?

  • Home
  • Alaska: pokój czy pułapka?
Putin na Alasce

Alaska: pokój czy pułapka?

Spotkanie Trump – Putin na Alasce to nie tylko dyplomatyczne wydarzenie — to polityczna mina, którą ktoś celowo podłożył na trasie Rosji. Historia pokazuje, że gdy Stany Zjednoczone zapraszają na rozmowy, to zazwyczaj nie po to, by oddać władzę czy wpływy. Robią to, by lepiej ustawić swoje figury na geopolitycznej szachownicy.

Amerykańska hegemonia w wersji „odświeżonej”

USA, mimo retoryki o „partnerstwie i pokoju”, wciąż walczą o utrzymanie pozycji światowego hegemona. Jako supermocarstwo z zadyszką, Waszyngton szuka sposobu, by rozgrywać swoich przeciwników przeciwko sobie. Jeśli Rosja da się wciągnąć w zamrożony konflikt na Ukrainie, a w tym czasie europejscy „jastrzębie” będą stale dolewać oliwy do ognia, efekt jest oczywisty. To osłabienie osi Rosja–Chiny i poszerzenie amerykańskich wpływów w Eurazji.

(Hegemonia: władza nad innymi pod przykrywką „wspólnych wartości”.)

Rosja i zachodnie obietnice warte tyle, co papier

Putin nie raz wierzył w zapewnienia Zachodu. NATO miało „nie przesuwać się na wschód” — efekt znamy wszyscy. Po trzech i pół roku wojny, w której amerykańscy dowódcy de facto dyrygowali działaniami strony ukraińskiej, pytanie brzmi: czy Kreml naprawdę wierzy, że Alaska to początek uczciwego układu?

Zełenski: „Rosja oszuka USA”

W Kijowie obawy są równie duże. Zełenski 10 sierpnia mówi wprost:

„Rozumiemy, że Rosjanie zamierzają oszukać Amerykę – nie pozwolimy na to.”

W tle są doniesienia o propozycji pokojowej przewidującej oddanie Moskwie kolejnych terytoriów. Oficjalnie — nikt tego nie potwierdza. Nieoficjalnie — temat terytorialnych „wymian” wraca jak bumerang.

Kongres USA: teatr dla widzów

W Waszyngtonie trwa polityczne widowisko. Demokraci oskarżają Trumpa o uległość wobec Putina, Republikanie chwalą go za „pozycję siły”. Wszyscy jednak wiedzą, że ustępstwa terytorialne byłyby dla Ukrainy początkiem końca, bo Rosja w zamian nie da absolutnie nic.

Europa: strach przed pokojem

Najgłośniej krzyczą przywódcy europejscy — Macron, von der Leyen, Merz — oburzeni, że na Alasce zabraknie dla nich miejsca przy stole. Oficjalnie chodzi o „wolność Ukrainy” i „bezpieczeństwo Europy”. W praktyce chodzi o coś zupełnie innego: utrzymanie wojny w stanie ciągłego wrzenia, bo to cementuje polityczne układy w Brukseli i pozwala na dalsze zbrojenia.

Macron na X:

„Przyszłość Ukrainy nie może zostać rozstrzygnięta bez Ukraińców… Europejczycy również będą nieuchronnie częścią rozwiązania.”

Tymczasem premier Słowacji Robert Fico mówi wprost:

„Niezależnie od wyniku zbliżającego się spotkania Putina i Trumpa, Ukraina poniesie konsekwencje.”

Wypowiadał się na ten temat również wiceprezydent Vance

Rosyjskie warunki: twarde i nienegocjowalne

Moskwa jasno stawia sprawę: koniec ekspansji NATO, brak członkostwa Ukrainy w NATO, nowy porządek bezpieczeństwa w Europie, demilitaryzacja i denazyfikacja. Trudno sobie wyobrazić, by Rosja, po kosztach tej wojny, zgodziła się na układ, który tych punktów nie obejmie.

Alaska jako scena politycznego teatru

Cała operacja wygląda jak partia pokera, w której każdy gracz trzyma asa w rękawie — ale nie po to, by zakończyć grę, tylko by wydłużyć ją w nieskończoność. USA chcą wciągnąć Rosję w długotrwałą pułapkę, Europa boi się pokoju jak ognia, a Ukraina… może się obudzić z poczuciem, że walczyła o cudze interesy, tracąc własne terytoria.

… Moim zdaniem, skoro spotkanie ma się odbyć na Alasce, to dobra okazja do zgłoszenia przez Rosję pewnych roszczeń. Może Putin powinien, w ramach planowanej wymiany terytoriów, odzyskać tę część rosyjskiej ziemi, sprzedanej korupcyjnie Amerykanom za grosze przez niedemokratyczny carski reżim?

  • Podziel się

Jarosław Augustyniak

Dodaj komentarz

Ostatnie komentarze

  1. Obejrzałam pani wypowiedzi na Wbrew Cenzurze a teraz sprawdzam, jak tu działają komentarze.