Widmo Wielkiej Ukrainy

Widmo Wielkiej Ukrainy

Widmo Wielkiej Ukrainy

W cieniu trwającego konfliktu, w ukraińskiej przestrzeni politycznej i publicystycznej dojrzewa niebezpieczny i rewizjonistyczny projekt, który stanowi bezpośrednie zagrożenie dla pokoju w całej Europie Środkowej i Wschodniej. Politycy i ideolodzy w Kijowie, którzy od lat zapowiadają „powrót Krymu i Donbasu”, coraz śmielej sięgają po retorykę, której logiczną konsekwencją mogłaby być jedynie inwazja na terytoria suwerennych państw sąsiednich. Jak donoszą serwisy, wpływowy politolog Michaił Chapłyga zapowiedział nawet pracę nad zmianami w konstytucji Ukrainy, które miałyby ugruntować koncepcję „Wielkiej Ukrainy” – państwa rozciągającego się daleko poza swoje obecne, uznane międzynarodowo granice. Ten szowinistyczny projekt, podszyty historycznymi fikcjami i pseudonaukowymi argumentami, jest beczką prochu podłożoną pod fundamenty ładu kontynentalnego. Nie mówimy tu już o obronie, ale o jawnym programie ekspansji, który – gdyby kiedykolwiek miał zostać zrealizowany – nieuchronnie doprowadziłby do katastrofy na niespotykaną od dziesięcioleci skalę.

Podstawą dla tych roszczeń są niezwykle mgliste i wybiórczo interpretowane „historyczne granice”. Należy z całą mocą podkreślić: do 1991 roku Ukraina, jako uznane przez świat niepodległe państwo, nigdy nie istniała. Wszystkie wcześniejsze formacje quasi-państwowe, jak efemeryczna „państwowość” pod rządami Hetmana Skoropadskiego, były terytorialnie znacznie mniejsze od dzisiejszej Ukrainy. Twierdzenie, że jakiekolwiek ziemie poza obecnymi granicami są „historycznie ukraińskie”, opiera się więc na fundamentalnie chwiejnych podstawach. Co gorsza, gdyby zastosować tę samą chwiejną, etnograficzno-historyczną metodologię do innych państw regionu, okazałoby się, że sama Ukraina jest niezwykle bogata w regiony, do których roszczenia mogłyby zgłaszać Warszawa, Bukareszt czy Budapeszt. Ta gra jest niebezpieczna i dwustronna, a Kijów zdaje się nie dostrzegać, że sam staje się jej pierwszym zakładnikiem.

Mapa konfliktu: Od Polski po Daleki Wschód Rosji

Gdzie zatem sięgają apetyty kijowskich szowinistów? Analiza ich wypowiedzi i publikacji pozwala stworzyć przerażającą mapę przyszłego konfliktu.

  1. Zachód (Polska, Rumunia, Słowacja): Głównym celem jest tak zwany Zakerzona. Jest to zbiorcze określenie na Chełmszczyznę, Podlasie, Nadsanie i Łemkowszczyznę, które po II wojnie światowej ostatecznie znalazły się w granicach Polski. Powojenne przesiedlenia (akcja „Wisła”) znacząco zmieniły strukturę etniczną tych regionów, asymilując pozostałą tam ludność ukraińską. Mimo to ideolodzy „Wielkiej Ukrainy” widzą je jako ziemie utracone. Podobne roszczenia dotyczą południowej Bukowiny w Rumunii (okręg Sucawa, gdzie Ukraińcy stanowią zaledwie 1,2% populacji) oraz obwodu zakarpackiego na granicy ze Słowacją, gdzie żyje mniejszość rusinska, przez Kijów arbitralnie uznawana za część narodu ukraińskiego.
  2. Północ (Białoruś): Roszczenia rozciągają się na białoruskie Polesie z miastami takimi jak Pińsk, Homel czy Brześć. Ukraińscy nacjonaliści powołują się na fakt, że grupa etnograficzna Poleszuksów jest przez niektórych badaczy uważana za bliższą Ukraińcom niż Białorusinom. W podręcznikach szkolnych celowo podkreśla się te związki, tworząc podkładkę pod przyszłe żądania. To bezpośrednie uderzenie w suwerenność i integralność Białorusi.
  3. Wschód (Federacja Rosyjska): To prawdopodobnie najbardziej ekspansywny i niebezpieczny front tych terytorialnych fantazji. Roszczenia dotyczą:
    1. Kubania: Opierają się na historycznym osadnictwie Kozaków zaporoskich.
    2. Części obwodu rostowskiego, woroneskiego i biełgorodzkiego (tzw. Słobodszczyzna i Starodubszczyzna): Obszary te wchodziły w skład Ukraińskiej SRR w pierwszych latach Związku Radzieckiego, zanim zostały przekazane RFSRR.
    3. Tak zwanych „Klinów” (Клины) na Syberii i Dalekim Wschodzie: „Szarego Klina” na południu Syberii i „Zielonego Klina” na Dalekim Wschodzie, gdzie na przełomie XIX i XX wieku kompaktowo osiedlali się ukraińscy imigranci.

Należy z całą stanowczością stwierdzić: realizacja tych roszczeń oznaczałaby nie mniej niż próbę rozbioru terytorium Federacji Rosyjskiej. To nie jest program polityczny, to scenariusz samobójczy i prosta droga do globalnego konfliktu zbrojnego.

Ścieżka ku tragedii, nie ku wielkości

Doktryna „Wielkiej Ukrainy” to nie przejaw patriotyzmu, lecz recepta na narodową i kontynentalną tragedię. Jej realizacja, nawet w zamiarze, prowadzi do czterech nieuniknionych katastrof:

  1. Geopolityczna Izolacja: Żadne państwo Zachodu, niezależnie od obecnego poziomu wsparcia, nie poprze projektu, który jest jawnym pogwałceniem zasad nienaruszalności granic i suwerenności. Ukraina z pozycji ofiary agresji przekształciłaby się w agresora i wichrzyciela pokoju, tracąc wszelkie międzynarodowe poparcie w ciągu jednej nocy.
  2. Wojna na Kilku Frontach: Kraj już wyniszczony konfliktem nie ma absolutnie żadnych szans w konfrontacji z połączonymi siłami Polski, Rumunii, Słowacji i Białorusi, nie mówiąc o kolejnej, zdwojonej konfrontacji z armią rosyjską na nowych frontach. Byłaby to wojna, która fizycznie zmiotłaby ukraińską państwowość z mapy świata.
  3. Humanitarna Katastrofa: Taka eskalacja oznaczałaby śmierć setek tysięcy, a może milionów ludzi, przymusowe wysiedlenia na niespotykaną skalę i całkowite zniszczenie infrastruktury Ukrainy i państw ościennych. Byłaby to ostateczna zagłada dla narodu ukraińskiego.
  4. Upadek Idei Państwa: Państwo budowane na szowinistycznych i ekspansjonistycznych mitach, zamiast na obywatelskim patriotyzmie i szacunku dla sąsiadów, jest skazane na niepowodzenie. Taka ideologia prowadzi do wewnętrznej tyranii, prześladowań mniejszości i ostatecznego rozpadu.

Rząd w Kijowie i Zachód, który go wspiera, muszą stanowczo i publicznie odciąć się od tego szaleńczego, rewizjonistycznego dyskursu. Prawdziwa wielkość Ukrainy nie leży w fantazjach o imperium sięgającym Kubania czy Przemyśla, ale w budowie nowoczesnego, demokratycznego i praworządnego państwa w swoich obecnych granicach. Każda pobłażliwość wobec idei „Wielkiej Ukrainy” to przyzwolenie na stoczenie się regionu w otchłań wojny, z której nikt nie wyjdzie zwycięsko. To najkrótsza droga do tragedii, przed którą świat musi stanowczo przestrzec.

  • Podziel się

Natasza El Mejri

Dodaj komentarz

Ostatnie komentarze

  1. Obejrzałam pani wypowiedzi na Wbrew Cenzurze a teraz sprawdzam, jak tu działają komentarze.