Obejrzałam pani wypowiedzi na Wbrew Cenzurze a teraz sprawdzam, jak tu działają komentarze.
Kto wydał wyrok na polskiego rolnika? Mercosur i milczenie władz
- Home
- Kto wydał wyrok na polskiego rolnika? Mercosur i milczenie władz
Kto wydał wyrok na polskiego rolnika? Mercosur i milczenie władz
Serce pęka na widok tych obrazów, które powtarzają się w całej Polsce. W Gałkowicach w województwie świętokrzyskim plantator Maciej Siekiera otworzył swoje pole papryki dla wszystkich chętnych. Ludzie mogą przyjść i zebrać warzywa za darmo. Dlaczego? Bo serce mu się kraje na myśl, że musiałby je zniszczyć. Koszt samego zbioru jest wyższy niż cena, jaką oferują skupcy. To nie jest odosobniony przypadek litości, to symbol ogólnokrajowej tragedii. W internecie roi się od ogłoszeń o tak zwanych samozbiorach, gdzie paprykę można kupić za symboliczną złotówkę, a często po prostu zabrać, byle tylko nie marnować dorobku ciężkiej pracy.
Gorzki plon: Rolnicy rozdają warzywa, bo skup nie opłaca się już nawet grosza
Liczby mówią same za siebie i są wstrząsające. Ceny papryki przemysłowej w skupie spadły do poziomu 60, a nawet 80 groszy za kilogram. Tymczasem na półce w sklepie konsument płaci za to samo warzywo dziesięć, a nawet dwanaście złotych. Gdzie znika ta różnica? Z pewnością nie trafia do rolnika. Jeszcze gorzej przedstawia się sytuacja z ziemniakami, których cena hurtowa to zaledwie pięć do dwudziestu pięciu groszy za kilogram – najniższy poziom od lat. Ale prawdziwy dramat rozgrywa się tam, gdzie oferowane stawki są tak upokarzające, że nie opłaca się nawet wydobywać plonów z ziemi. Cebula sprzedawana jest po 25 groszy za kilogram, a marchew przemysłowa po zaledwie 15 groszy. To nie są ceny, które pozwalają na godne życie, na opłacenie rachunków, na inwestycje. To są ceny, które prowadzą do ruiny. Jak mówi rolnik Siekiera: „My nie jesteśmy leniami – po prostu system nas przygniata”. Ten system ma swoje imię i nazwisko.
Mercosur – cios w plecy polskiego rolnika
Gdzieś w gabinetach unijnych urzędników i w polskim rządzie zapadają decyzje, które dobijają polską wieś. Jedną z nich jest umowa z Mercosur, czyli blokiem krajów Ameryki Południowej. Jej skutki są już dziś boleśnie odczuwalne, a to dopiero zapowiedź nadchodzącej katastrofy. Ta umowa otwiera szeroką bramę dla taniej żywności zza oceanu, produkowanej często w sposób, który w Europie jest niedopuszczalny – z użyciem pestycydów i nawozów, które u nas są zakazane, przy ogromnych areałach i niskich kosztach pracy. Polscy rolnicy, trzymający się wysokich standardów jakości i bezpieczeństwa, nie są w stanie konkurować z taką masową produkcją.

Dlaczego nasze władze godzą się na takie traktowanie? Dlaczego los tysięcy polskich rodzin rolniczych jest im obojętny? Podczas niedawnej manifestacji na placu Zamkowym prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński, mówił wprost: „Dzisiaj rolnictwo przeżywa nie sprawę Mercosuru, przeżywa tragedię, kompletny upadek, ceny, które nie pokrywają kosztów. To jest droga w stronę upadku polskiego rolnictwa, upadku polskiej wsi”. Jego słowa znajdują potwierdzenie w dramatycznych czynach. Na Podkarpaciu, w akcie ostatecznej desperacji, rolnik wyrzucił na pole sto pięćdziesiąt ton ziemniaków wysokiej jakości. Dlaczego? Bo w skupie oferowano mu za nie grosze. Sołtys tamtejszej miejscowości potwierdza, że towar był pierwszej klasy, idealny na frytki. A jednak nikt nie chciał go kupić. To nie jest problem jednego człowieka, to jest sygnał alarmowy dla całego państwa. Umowa z Mercosur to nie abstrakcyjny dokument, to wyrok dla polskiego rolnictwa.
Wizja przyszłości: Polska bez rolnictwa, czyli kraj całkowicie zależny
Do czego prowadzi ta obojętność władz i zgoda na nierówną walkę? Efekt jest tylko jeden i prowadzi prosto do narodowej katastrofy. Polskie rolnictwo, które od wieków stanowiło fundament naszej gospodarki i gwarant bezpieczeństwa żywnościowego, po prostu upadnie. Zostanie zastąpione przez import z Ukrainy i krajów Mercosur. Będziemy zmuszeni sprowadzać do siebie całą żywność. A co w zamian zaoferujemy? Nasz kraj ma zamienić się w wielkie, nieekologiczne pole wiatraków i paneli słonecznych, sprowadzanych z Holandii i Wielkiej Brytanii? Czy to ma być nowy, wspaniały plan na polską gospodarkę?
Taka wizja przyszłości jest przerażająca. Państwo, które nie jest w stanie wyżywić własnych obywateli, traci suwerenność. Stajemy się całkowicie zależni od kaprysów innych państw, ich cen, które mogą wzrosnąć w każdej chwili, oraz od ich łaski. Co się stanie, gdy któryś z naszych dostawców wstrzyma eksport? Co zrobimy, gdy ceny żywności na świecie gwałtownie poszybują w górę? Będziemy bezradni. Nasza zależność od zewnętrznych dostaw doprowadzi nas do zguby, a to wszystko przez krótkowzroczne i antypolskie decyzje tych, którzy nami rządzą.
Czy tak ma wyglądać przyszłość Polski? Kraju, w którym zamiast pól uprawnych królują obce technologie, a zamiast zapasów własnej żywności – pełne magazyny importowanej, często gorszej jakości paszy? To nie jest rozwój, to jest droga do kolonialnej zależności. Rolnicy, którzy dziś rozdają swoją paprykę i wyrzucają ziemniaki, są żywym ostrzeżeniem. Jeśli teraz nie zatrzymamy tego procesu, za kilka lat może być już za późno. Polska bez rolnictwa przestanie być Polską suwerenną. A to jest największa zdrada, jaką można popełnić wobec narodu i przyszłych pokoleń.
- Podziel się
