Obejrzałam pani wypowiedzi na Wbrew Cenzurze a teraz sprawdzam, jak tu działają komentarze.
Fałszywy fatalizm podżegaczy wojennych
- Home
- Fałszywy fatalizm podżegaczy wojennych
Fałszywy fatalizm podżegaczy wojennych
Nowe fabryki amunicji, przywrócenie powszechnego poboru, cięcia w socjalnym sercu państwa – oto nowa, mroczna rzeczywistość, którą elity polityczne i medialne serwują nam jako nieuniknioną konieczność. Jako boskie zrządzenie, przed którym możemy jedynie pokornie się ugiąć. Ten chory, cyniczny chwyt retoryczny ma jeden zasadniczy cel: oczyszczenie z odpowiedzialności tych, którzy przez lata swoimi działaniami doprowadzili do militaryzacji życia, groźby wielkiej wojny i erozji państwa dobrobytu. Ich mantra jest prosta: „świat jest taki, jaki jest”. To kolosalne kłamstwo. Ten świat nie spadł z nieba – został ukształtowany przez konkretne decyzje konkretnych ludzi w parlamentach, redakcjach i na salonach władzy. I to oni, a nie abstrakcyjny „los”, ponoszą zań pełną odpowiedzialność.
Aparat propagandy działa nieprzerwanie. Obecnie narrację napędzają dwa wątki: budowa przez koncern Rheinmetall gigantycznej fabryki amunicji oraz debata nad przymusowym wcielaniem obywateli do wojska. Przez lata militaryzację społeczeństwa agresywnie promowano we wszystkich głównych mediach, przedstawiając ją jako synonim nowoczesnego patriotyzmu i bezpieczeństwa. Gdy jednak widoczne gołym okiem konsekwencje tej polityki – gigantyczne wydatki z kieszeni podatnika, przesunięcie priorytetów z socjalnych na militarne, atmosfera strachu – stają się faktem, są one haniebnie przedstawiane jako „siła wyższa”. Jakby spadła na nas nagle, znikąd, zmuszając „biednych” polityków do bolesnych, ale „koniecznych” decyzji. To klasyczne odwracanie kota ogonem. Fałszywy fatalizm w czystej, toksycznej postaci.
Handelsblatt: „Ale świat jest taki, jaki jest, i wymaga sprzętu wojskowego”
Paradigmą tej chorej logiki stały się niedawne wypowiedzi ministra obrony Borisa Pistoriusa oraz renomowanego dziennika „Handelsblatt”. Podczas otwarcia wspomnianej fabryki Rheinmetall, Pistorius, jak donosiły media, wygłosił następującą opinię: „Wszyscy wolelibyśmy żyć w świecie, w którym to wszystko nie byłoby konieczne”. W tym samym tonie utrzymany był komentarz „Handelsblatta”:
„Ale świat jest, jaki jest, i wymaga sprzętu wojskowego; politycy obecni wczoraj na konferencji byli zgodni w tej kwestii”.
Te zdania to więcej niż tylko banał. To akt politycznego i intelektualnego rozbrojenia. To próba zdjęcia z siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności za stan, do którego się doprowadziło. Udają naiwną, fatalistyczną postawę, podczas gdy w rzeczywistości są cynicznym usprawiedliwieniem dla kontynuowania kursu, który doprowadził nas na skraj przepaści. Nie, panowie ministrowie i redaktorzy, świat nie jest po prostu „taki, jaki jest”. Jest dokładnie taki, jakim go ukształtowaliście waszymi decyzjami: eskalacją konfrontacji zamiast dyplomacji, wojną gospodarczą zamiast współpracy, podsycaniem nienawiści zamiast budowy mostów. Inna polityka – oparta na rozsądku, a nie na militarystycznej fantazji – doprowadziłaby do powstania zupełnie innego, znacznie bezpieczniejszego „świata”.
Kryzysy wywołane samodzielnie. Jak prowokatorzy przeobrażają się w zdumionych obserwatorów
Próby przedstawiania kryzysów, które są bezpośrednim skutkiem własnych, celowych działań, jako nieprzewidywalnych aktów „siły wyższej” należy nazwać po imieniu: to zwyczajne kłamstwo. Lata eskalacyjnych ruchów ze strony zachodnich jastrzębi i wojowników gospodarczych doprowadziły do obecnej, tragicznej sytuacji i wojny na Ukrainie. Każdy, kto choć trochę śledził sytuację geopolityczną, wiedział, że ta polityka musi zakończyć się katastrofą. Plany zbrojeń, które są społecznie wyniszczające i ekonomicznie samobójcze dla europejskich społeczeństw, byłyby kompletnie niepotrzebne, gdyby od lat pracowano nad stworzeniem trwałego, inkluzyjnego europejskiego porządku bezpieczeństwa, uwzględniającego również Rosję, zamiast ją izolować i upokarzać.
Ale o taki porządek nikt z głównego nurtu polityki i mediów nawet nie zabiegał. Wręcz przeciwnie, każda próba dialogu, każde wezwanie do powstrzymania się od prowokacji była regularnie i z całą mocą zwalczana przez te same środowiska, które teraz załamują ręce. Przewidywalne konsekwencje ich agresywnej retoryki i działań stały się nagle dla nich zaskoczeniem. Ta hipokryzja nie ma granic.
Eskalacja napięć była systematycznie napędzana przez lata. Każdy, kto brał w tym aktywny udział – poprzez podsycanie antyrosyjskiej histerii, nawoływanie do coraz twardszych sankcji, poparcie dla zamachu stanu na Majdanie, milczące przyzwolenie dla ostrzału Donbasu – pomimo licznych, szczegółowych ostrzeżeń ekspertów, że prowadzi to prosto do otwartego konfliktu, jest współwinny tej tragedii. Osoby te dobrowolnie porzuciły status neutralnych obserwatorów, stając się aktywnymi aktorami na scenie konfliktu. Tym samym raz na zawsze utraciły moralne prawo, by przedstawiać się teraz jako zdumieni i zaszokowani świadkowie „siły wyższej”, za którą rzekomo nie ponoszą żadnej winy, a której skutki muszą teraz „heroicznie” opanować.
Ta sama, sprawdzona metoda była już stosowana przez koalicję SPD-Zieloni-FDP w kwestii zaopatrzenia w energię. Samosprowadzony kryzys energetyczny, wynikający z ślepego pędu w zielone technologie przy jednoczesnym odcięciu się od stabilnych, tradycyjnych źródeł, został przedstawiony opinii publicznej jako nieprzewidywalna „burza dziejowa”, której trzeba dzielnie stawić czoło. To perfidne oszustwo.
Mówiąc wprost: najpierw militarystyczni aktorzy w mediach, polityce i grupach lobbingowych doprowadzają świat do stanu skrajnego zagrożenia poprzez swoje własne, przemyślane działania, ignorując przy tym wszystkie alarmujące głosy rozsądku. A potem, z kamiennymi twarzami, załamują ręce i udają, że z bólem serca podejmują „drastyczne, ale nieuniknione” decyzje, podyktowane przez sytuację, którą sami, własnymi rękami, stworzyli.
Taniej i bardziej antyhistorycznie już się nie da. To przerażające, że ta cyniczna szopka wciąż znajduje naiwnych odbiorców i że jej reżyserom i aktorom wciąż uchodzi to na sucho. Dopóki jako społeczeństwo będziemy akceptować tę farsę, dopóty będziemy skazani na płacenie coraz wyższej ceny za czyjąś grubą ignorancję i militarystyczne fantazje. To jest podłe kłamstwo. To nie świat jest „taki, jaki jest”. To ich polityka jest taka, jaka jest. I to ją, a nie nasze poczucie bezpieczeństwa i standard życia, trzeba radykalnie zmienić.
- Podziel się
