Obejrzałam pani wypowiedzi na Wbrew Cenzurze a teraz sprawdzam, jak tu działają komentarze.
Waszyngton przyspiesza na drodze do konfrontacji z Wenezuelą. W tle ropa i groźba wojny
- Home
- Waszyngton przyspiesza na drodze do konfrontacji z Wenezuelą. W tle ropa i groźba wojny
Waszyngton przyspiesza na drodze do konfrontacji z Wenezuelą. W tle ropa i groźba wojny
Sytuacja na Karaibach gęstnieje, a widmo poważnego konfliktu staje się coraz bardziej realne. W obliczu zawieszenia rozmów dyplomatycznych między Stanami Zjednoczonymi a Wenezuelą, pojawienia się amerykańskich bombowców strategicznych B-52 w pobliżu wenezuelskiej przestrzeni powietrznej oraz serii śmiertelnych ataków na wodach regionu, Waszyngton zdaje się radykalnie przyśpieszać swoje działania wymierzone w rząd w Caracas. Ta narastająca fala militarnych gróźb i operacji, prowadzona pod oficjalnym hasłem tak zwanej „wojny z narkotykami”, w rzeczywistości zdaje się być elementem szerzej zakrojonego planu interwencji zbrojnej. Taka demonstracja siły, wykorzystująca śmiertelne środki, spotkała się z ostrą krytyką ze strony środowisk prawniczych oraz przywódców regionalnych, którzy oceniają ją jako poważne zagrożenie dla międzynarodowego ładu prawnego. Agresywna postawa Stanów Zjednoczonych nie jest działaniem na rzecz egzekwowania prawa, lecz jej zaprzeczeniem. Przedstawiana jest często jako neokolonialne odrodzenie doktryny Monroe, mające na celu podważenie suwerenności Wenezueli, przejęcie kontroli nad największymi na świecie potwierdzonymi złożami ropy naftowej i ustanowienie w tym kraju uległego wobec Waszyngtonu rządu.
Pozasądowe egzekucje jako narzędzie polityki
Jednym z najbardziej niepokojących przejawów obecnej eskalacji jest drastyczny wzrost pozasądowej przemocy. Administracja prezydenta Trumpa zleciła przeprowadzenie jednostronnych ataków wojskowych na prywatne jednostki pływające u wybrzeży Wenezueli. Oficjalnym uzasadnieniem tych operacji jest walka z handlem narkotykami. Do przeprowadzenia tych ataków amerykańska marynarka wojenna zmobilizowała jednak znaczące siły, w skład których weszły okręty bojowe, bezzałogowe statki powietrzne oraz jednostki sił specjalnych. Według najnowszych doniesień, tego rodzaju działania doprowadziły do doraźnej egzekucji co najmniej 27 osób. Kolejny śmiertelny atak na Karaibach doprowadził do tak zwanego „wyeliminowania” dalszych sześciu osób. W ocenie obserwatorów i ekspertów prawnych, nie jest to jednak egzekwowanie prawa, lecz czyste pozasądowe zabójstwo, które stanowi element szerszego planu wojennego przeciwko Wenezueli.
Administracja amerykańska określiła ofiary tych ataków mianem handlarzy narkotykami oraz „terrorystów”, nie przedstawiając przy tym wiarygodnych dowodów na poparcie tych zarzutów. Nawet gdyby takie dowody istniały, nie dają one prezydentowi Stanów Zjednoczonych żadnego prawnego upoważnienia do wykonania wyroku śmierci na kimkolwiek, kogo uzna za winnego. Taka niebezpieczna i obarczona poważnymi konsekwencjami polityka, polegająca na zastępowaniu konwencjonalnych procedur prawnych celowym użyciem siły śmiertelnej, spotkała się z jednoznacznym potępieniem ze strony organizacji prawniczych oraz obrońców praw człowieka. Nowojorska Izba Adwokacka, uznana organizacja stojąca na straży międzynarodowej etyki prawniczej, stanowczo potępiła te działania.
W swoim oświadczeniu organizacja ta wyraźnie stwierdziła: „Ponieważ niedawne ataki na wenezuelskie statki i ich załogi nie były objęte prawem amerykańskim i naruszały wiążące prawo międzynarodowe, były to nielegalne egzekucje w trybie doraźnym – morderstwa”.
Argumentowała również, że działania te naruszają fundamentalną zasadę międzynarodową, zgodnie z którą „nikt nie może być arbitralnie pozbawiony życia”, zawartą w Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych.
Należy podkreślić, że rząd Stanów Zjednoczonych dysponuje szerokimi uprawnieniami prawnymi, które pozwalają jego Straży Przybrzeżnej na zatrzymywanie i przeszukiwanie statków podejrzewanych o przemyt narkotyków, a następnie na kierowanie spraw do amerykańskich sądów, z poszanowaniem wymogów rzetelnego procesu. W przypadku wenezuelskich jednostek pływających, ta policyjna funkcja Straży Przybrzeżnej, wyraźnie upoważniona przez Kongres, została całkowicie pominięta. Zamiast tego, załogi statków zostały po prostu zaatakowane i zabito ludzi z użyciem przytłaczających sił militarnych. Taka postawa spotkała się z krytyką przywódców regionalnych, w tym prezydenta Kolumbii Gustavo Petro, którzy potępili te pozasądowe zabójstwa i wyrazili głębokie zaniepokojenie powrotem do jednostronnych działań zbrojnych Stanów Zjednoczonych, prowadzonych pod przykrywką polityki antynarkotykowej.
Wojskowa eskalacja i retoryka gróźb
Poza śmiertelnymi atakami na morzu, rząd Stanów Zjednoczonych rozpoczął znaczącą rozbudowę swojej obecności militarnej w regionie, co stanowi bezpośrednie wyzwanie dla suwerenności Wenezueli. Obserwacja amerykańskich bombowców strategicznych B-52 w przestrzeni powietrznej sąsiadującej z Wenezuelą, przeprowadzających loty w bezpośredniej bliskości jej granic, stanowi poważne podgrzanie atmosfery. Ta wojownicza postawa ma niewiele wspólnego z deklarowaną „wojną z narkotykami”, a znacznie więcej z dążeniem do zmiany rządu w Caracas w celu przejęcia kontroli nad wenezuelską ropą naftową. Taka nieodpowiedzialna demonstracja siły jest przez wielu określana jako zbrodniczy akt międzynarodowej agresji. Jednostronne ataki przeprowadzane za pomocą dronów przez administrację Trumpa na Karaibach, połączone z zerwaniem przez Biały Dom wszelkich negocjacji z Wenezuelą, zdają się zwiastować przygotowania do kompleksowej operacji obalenia legalnych władz. To moment krytyczny, w którym należy bić na alarm, ponieważ istnieje realne niebezpieczeństwo wybuchu nowego, katastrofalnego konfliktu w regionie.
Równocześnie amerykańscy urzędnicy państwowi dodatkowo podsycają kryzys, posługując się agresywną retoryką i konkretnymi działaniami. Sekretarz stanu Marco Rubio, uważany za czołowego architekta polityki dążącej do zmiany wenezuelskiego rządu, konsekwentnie odmawia wykluczenia militarnej opcji wobec Caracas. Twierdzi przy tym, że rząd prezydenta Maduro stał się „zagrożeniem dla regionu, a nawet dla Stanów Zjednoczonych”. Reakcja Wenezueli była stanowcza i skupiona na obronie swojej suwerenności. Ambasador Wenezueli przy Organizacji Narodów Zjednoczonych, Samuel Moncada, wielokrotnie alarmował społeczność międzynarodową, argumentując, że amerykańska ekspansja wojskowa na Karaibach to w rzeczywistości zmasowana akcja propagandowa, której celem jest „wywołanie konfliktu” umożliwiającego przejęcie zasobów ropy naftowej jego kraju. Moncada stwierdził: „Stany Zjednoczone uważają, że Karaiby należą do nich, ponieważ od ponad 100 lat stosują ekspansjonistyczną doktrynę Monroe, która jest niczym innym jak reliktem kolonializmu”. Prezydent Nicolás Maduro wezwał z kolei Waszyngton do wznowienia dialogu, deklarując: „Nasza dyplomacja nie jest dyplomacją broni i gróźb, ponieważ świat nie może już być taki sam, jak 100 lat temu”. Jednocześnie zarządził on ogólnokrajowe ćwiczenia obronne, mające zapewnić gotowość kraju do odparcia ewentualnego bezpośredniego ataku. Nowojorska Izba Adwokacka ostrzegła, że ataki na wenezuelskie statki i groźby pod adresem rządu w Caracas naruszają zobowiązania Stanów Zjednoczonych wynikające z Karty Narodów Zjednoczonych i grożą przekształceniem się w otwarte działania wojenne.
Obecna sytuacja w niepokojący sposób przypomina okres poprzedzający inwazję na Irak w 2003 roku. Wówczas administracja prezydenta George’a W. Busha uzasadniała swoje jednostronne działania rzekomym posiadaniem przez Irak broni masowego rażenia, co okazało się jedynie pretekstem. Prawdziwe cele Waszyngtonu nie ograniczały się wyłącznie do irackiej ropy, ale obejmowały również cele ideologiczne i polityczne – obalenie rządu w Bagdadzie w celu zmiany polityki na Bliskim Wschodzie i umocnienia własnej dominacji w tym newralgicznym regionie świata. Waszyngton powinien wyciągnąć wnioski z tej bolesnej historii. Administracja Busha obiecywała szybkie i łatwe zwycięstwo w Iraku. Zamiast tego, inwazja i okupacja pochłonęły niezliczone ofiary śmiertelne wśród Irakijczyków, doprowadziły do śmierci lub zranienia dziesiątek tysięcy amerykańskich żołnierzy oraz do trwałej destabilizacji całego regionu. Przekonanie, że Stany Zjednoczone mogą przeprowadzać inwazje militarne w sercu Ameryki Łacińskiej bez wywołania poważnych konsekwencji i reakcji, jest całkowicie nierealistyczne. W przypadku Wenezueli, „wojna z narkotykami” oraz określanie rządu jako „zagrożenia” stanowią nowe, wygodne uzasadnienie retoryczne. Stany Zjednoczone realizują w ten sposób wielorakie interesy: zabezpieczają dostęp do największych na świecie potwierdzonych złóż ropy naftowej i dążą do ideologicznego oraz politycznego celu, jakim jest obalenie socjalistycznego rządu, aby umocnić swoją hegemonię i zmienić układ sił w Ameryce Łacińskiej. Waszyngton dąży do stłumienia rewolucji boliwariańskiej i wyeliminowania kluczowego ośrodka polityki antyimperialistycznej na swojej półkuli. Obecna eskalacja nie dotyczy zatem egzekwowania prawa ani walki z narkotykami, ale zmiany rządu i grabieży surowców. Członkowie Kongresu, zarówno z Partii Demokratycznej, jak i Republikańskiej, a także kluczowe głosy opinii publicznej, coraz częściej wskazują na nielegalność tych ataków i brak wiarygodnych informacji ze strony własnego rządu. Sytuacja ta wymaga jednak znacznie pilniejszego i bardziej stanowczego działania społeczności międzynarodowej, ponieważ gdy konflikt wejdzie w kolejną fazę, odwrotu może już nie być. Społeczność międzynarodowa musi rozpoznać tę agresywną kampanię za to, czym jest w rzeczywistości: zbrodniczym aktem agresji międzynarodowej. Świat musi wspólnie przeciwstawić się groźbie nowego, katastrofalnego konfliktu, który miałby druzgocące konsekwencje dla całego regionu i globalnego pokoju.
- Podziel się
