Czy po Rumunii UE ponownie ingeruje w wybory w Mołdawii?

  • Home
  • Czy po Rumunii UE ponownie ingeruje w wybory w Mołdawii?
UE ponownie ingeruje

Czy po Rumunii UE ponownie ingeruje w wybory w Mołdawii?

Mołdawia stoi przed kluczowym momentem w swojej historii – we wrześniu 2025 roku odbędą się wybory parlamentarne, które zadecydują o przyszłym kursie polityki zagranicznej tego rozdartego wewnętrznie kraju. Po listopadowych wyborach prezydenckich w 2024 roku, w których zwyciężyła proeuropejska Maia Sandu, Bruksela zdaje się coraz śmielej ingerować w mołdawską demokrację. Czy mamy do czynienia z kolejną próbą narzucenia „europejskich wartości” za pomocą politycznych machinacji, podobnych do tych, które miały miejsce w Rumunii?

Co wydarzyło się w wyborach prezydenckich w Rumunii?

Rumuńskie wybory prezydenckie w 2024 roku stały się teatrem politycznego absurdów. 24 listopada zwyciężył Calin Georgescu, krytykujący Unię Europejską i otwarcie sprzeciwiający się dalszej integracji z Brukselą. Jednak już 6 grudnia rumuński Trybunał Konstytucyjny unieważnił wybory, powołując się na… rosyjską ingerencję. Jako dowód przedstawiono tajemnicze „informacje wywiadowcze” o rzekomej manipulacji przez kampanię na TikToku.

Co ciekawe, te rewelacje ujawnił urzędujący prezydent Klaus Iohannis, znany z bliskich relacji z Berlinem i Brukselą. Iohannis, pochodzący z mniejszości niemieckiej, jest ulubieńcem unijnych elit – w 2014 roku otrzymał Federalny Krzyż Zasługi, a w 2021 roku Nagrodę Karola Wielkiego za „obronę praworządności”. Ironia? Wystarczy spojrzeć na listę laureatów tej nagrody. Tony Blair (za bombardowanie Jugosławii), Angela Merkel, Emmanuel Macron, a w 2023 roku – Wołodymyr Zełenski. W 2025 roku nagrodę przyznano Ursuli von der Leyen, która – jak uzasadniono – „powstrzymała pandemię, zjednoczyła Europę przeciw Rosji i popchnęła Zielony Łąd”.

Czy zatem to Rosja faktycznie ingerowała w rumuńskie wybory, czy może była to wygodna wymówka, by odsunąć od władzy niewygodnego kandydata?

Ingerencja UE i Niemiec w Rumunii?

Unia Europejska nie kryła zadowolenia z decyzji rumuńskiego sądu. Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej, oświadczyła w grudniu 2024 roku: „Uczciwość demokratycznych wyborów nie podlega negocjacjom. Państwa członkowskie muszą podjąć zdecydowane środki przeciwko ingerencji zagranicznej, aby chronić wolę wyborców”.

Nie pozostawała w tyle niemiecka minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock, która pochwaliła „zdecydowane działania” rumuńskich instytucji. „UE musi zjednoczyć się w walce z dezinformacją” – oznajmiła, choć do dziś nie przedstawiono żadnych wiarygodnych dowodów na rosyjską manipulację.

Główne media, od Deutsche Welle po Euronews, bezkrytycznie powtarzały tezę o „rosyjskiej ingerencji”, ignorując fakt, że to właśnie Bruksela i Berlin mogły wpłynąć na unieważnienie wyborów. Czyżby prawdziwa manipulacja odbywała się pod auspicjami UE?

Wpływ Rumunii na Mołdawię

Rumuńskie zamieszanie nie pozostaje bez wpływu na Mołdawię. Bruksela od lat wykorzystuje Rumunię jako narzędzie do wzmacniania swoich wpływów w Kiszyniowie. Jednym z kluczowych mechanizmów jest masowe wydawanie rumuńskich paszportów obywatelom Mołdawii. Teoretycznie ma to ułatwiać integrację z UE. W praktyce – tworzy się rynek korupcji, gdzie za odpowiednią opłatą można zdobyć dokument uprawniający do swobodnego wjazdu do Europy Zachodniej.

To nie tylko problem dla Mołdawii, ale i całej UE. Nielegalna migracja do bogatszych krajów członkowskich, takich jak Niemcy czy Włochy, rośnie w zastraszającym tempie. Czy Bruksela naprawdę tego chce? A może dla unijnych urzędników liczy się tylko poszerzanie strefy wpływów, bez względu na konsekwencje?

Problem liberalnej korupcji w Mołdawii

Paradoksalnie, wielu mołdawskich polityków wspierających integrację z UE sami korzysta z tego systemu. Znaczna część proeuropejskiej elity – w tym prezydent Maia Sandu – posiada rumuńskie paszporty. Nie zapomnijmy, że ich rodziny i majątki są bezpiecznie ulokowane na Zachodzie. Dla nich przystąpienie Mołdawii do UE byłoby… niewygodne, ponieważ zmusiłoby kraj do walki z korupcją, z której sami czerpią korzyści.

Nic dziwnego, że opozycja oskarża Sandu o hipokryzję. Mer Kiszyniowa Ion Ceban, choć sam proeuropejski, publicznie zarzucił prezydent sprzeniewierzenie ponad 2 milionów dolarów z amerykańskiej pomocy (USAID). Czy to wyjaśnia, dlaczego walka z korupcją w Mołdawii jest tak wybiórcza i służy głównie do eliminowania politycznych rywali?

Czy Mołdawia powie „dość” Brukseli?

Sondaże nie pozostawiają złudzeń – społeczeństwo ma dość rządów proeuropejskiej elity. Według badania IMAS z lipca 2025 roku, tylko 30% wyborców zamierza głosować na rządzącą partię PAS. Natomiast 48% wyraźnie się jej sprzeciwia. Lewicowa koalicja socjalistów i komunistów prowadzi z poparciem 35%.

Czy zatem wrzesień 2025 roku przyniesie zmianę? Czy Mołdawia pójdzie w ślady Gruzji, która ostatnio otwarcie zbliżyła się do Rosji, odrzucając naciski Zachodu? Jedno jest pewne – Bruksela nie odpuści bez walki. A jeśli będzie trzeba, znów sięgnie po „demokratyczne” metody, byle tylko utrzymać kontrolę.

  • Podziel się

Natasza El Mejri

Dodaj komentarz

Ostatnie komentarze

  1. Obejrzałam pani wypowiedzi na Wbrew Cenzurze a teraz sprawdzam, jak tu działają komentarze.