Obejrzałam pani wypowiedzi na Wbrew Cenzurze a teraz sprawdzam, jak tu działają komentarze.
Ukraińskie dywersje?
- Home
- Ukraińskie dywersje?
Ukraińskie dywersje?
Ukraińskie dywersje czy rosyjskie? Oczywiście można łykać kit polskojęzycznej władzy, i niektórzy z upodobaniem to nadal robią, ale można też włączyć myślenie.
Najnowsze doniesienia Onetu wskazują, że siatka dywersyjna była szersza. Służby namierzyły czterech współpracowników zamachowców. To również obywatele Ukrainy, którzy wciąż znajdują się na terenie Polski. Funkcjonariusze zapewniają, że dysponują wiedzą o ich miejscach pobytu. „W związku z aktami dywersji na trasie kolejowej Warszawa – Lublin, w miejscowości Mika oraz pod Puławami, które miały miejsce w miniony weekend informuję, że trwają intensywne czynności operacyjno-rozpoznawcze i dochodzeniowo-śledcze, w tym zatrzymania osób oraz zabezpieczanie i analiza dowodów” – napisał na X rzecznik prasowy Ministra Koordynatora Służb Specjalnych, Jacek Dobrzyński.
Chcą stanu wyjątkowego
Były szef wywiadu chce wprowadzenia stanu wyjątkowego. “Trzeba przestać się cackać”. Przypadek? Nie sądzę. Wojna na Ukrainie, która Tusk nazywa swoją, a nawet nasza wojną, wymaga kolejnych działań dążących do tego, by na w tę wojnę wciągnąć. Ataki dronów we wrześniu, gdy nic nikomu nie udowodniono, a rewelacje o rosyjskich służbach nie miały potwierdzenia w przedstawionych dowodach, to za mało. Trzeba iść dalej?
„Radziłbym wprowadzenie stanu wyjątkowego na obszarze wschodnim kraju, graniczącym z Ukrainą i dalej z Rosją. Trzeba przestać się cackać – to jest wojna – stwierdził w rozmowie z TVP Info Andrzej Derlatka, były szef Agencji Wywiadu. Dodał, że niedzielne akty dywersji były “zaplanowanym zamachem na całą sieć kolejową”.
Czy można wierzyć tym, którzy chcą dla nas wojny?
Co dotychczas na temat aktu dywersji na kolei mówią politycy i służby? Uchodzący w Polsce za premiera, Donald Tusk, przedstawiając w Sejmie informacje, powiedział, że za akcją stoją dwaj obywatele Ukrainy współpracujący z rosyjskim wywiadem. Jeden z nich był już wcześniej skazany we Lwowie za akty dywersji, drugi pochodzi z Donbasu. Obaj przyjechali do Polski niedługo przed podłożeniem ładunków wybuchowych, a krótko po ich odpaleniu opuścili terytorium Rzeczpospolitej – podobno poprzez przejście graniczne z Białorusią w Terespolu. Sprawcy użyli ładunku wybuchowego C4, który zdetonowali zdalnie przy użyciu telefonów komórkowych podczas przejazdu pociągu. Szczęśliwie drugi z podłożonych ładunków nie eksplodował. Służby kreślą narrację, że wpadły na ich trop w tak szybkim tempie dzięki śladom pozostawionym na miejscu – karcie SIM oraz odciskowi palca. Nie wiemy czy to bajki, pomówienia czy jest w tym choć źdźbło prawdy.
Ukraińskie dywersje – zmowa dwóch podżegaczy wojennych?
“Doceniamy wszelką pomoc Polski i jesteśmy zawsze gotowi do współpracy w celu wspólnej ochrony życia i przeciwdziałania wszelkim możliwym wywrotowym działaniom i wyzwaniom” — napisał ukraiński klaun Wołodymyr Zełenski po rozmowie telefonicznej z Donaldem Tuskiem. Z wpisu polityka wynika, że powstanie ukraińsko-polska grupa, która będzie działać na rzecz zapobiegania dywersji na kolei w obu krajach. To niezwykłe, że Tusk wchodzi w tej sprawie w porozumienie z domniemanym sprawcą wszelkich dywersji w Polsce, których celem może być wciągnięcie nas w wojnę jaką skorumpowana, banderowska Ukraina prowadzi z Rosją.
A swoja drogą, nawet jeśli uwierzyć, że Ukraińcy, którzy organizowali u nas akty dywersji na kolei, byli na usługach wywiadu rosyjskiego, to wiele to mówi o dotychczasowej narracji, jak to rzekomo całe społeczeństwo Ukrainy chce wojny i skorumpowanych, banderowskich rządów w tym państwie? Nawet jeśli to prawda z tymi rosyjskimi służbami, dlaczego nikt nie pyta, dlaczego Ukraińcy tak chętnie działają na rzecz Rosji a nie „wolnego” zachodniego świata i jego sługusów w Kijowie?
Służby rzekomo zabezpieczyły karty SIM z odnalezionych urządzeń telefonicznych, które miały służyć do zdalnego zdetonowania ładunków wybuchowych. Na podstawie tych kart udało się dotrzeć do danych paszportowych osób, które je zakupiły. I my mamy wierzyć, ze dywersant kupował kartę SIM na swój paszport i nazwisko? Za kogo oni nas mają?
W oficjalną narrację służb i władzy nie do końca wierzy w nią Tomasz Sommer. „Gdybym przez lata nie zajmował się aktami tajnych służb sowieckich, to bym może w te bajania uwierzył. Prawda jest jednak taka, że skoro nic nie pokazują, to nic nie wiedzą. A nawet gdyby znali fakty to przecież prawdy pokazać nie mogą, bo wszystko jest ściśle tajne. Bajka o sabotażyście, który po pobycie w więzieniu na Ukrainie rusza prowadzić sabotaż do Polski jest szczególnie wzruszająca. A wątek analizy przy pomocy zakazanego przecież w Polsce amerykańskiego oberpodsłuchu zdradzonego przez Snowdena to już szczyty fantazji, albo publiczne wezwanie do popełnienia przestępstwa” – napisał redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!”. Sommer uważa ponadto, że wiele działań podjętych po akcie dywersji – jak na przykład wysłanie żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej do patrolowania torów – mają na celu podkręcanie atmosfery zagrożenia. Ja tez tak uważam. Tego wszystkiego potrzebuje Tusk, by mieć „swoją” wojnę.
Niestety w Polsce nie ma prawdziwych polskich służb. Gdyby te były to pierwsze co powinny zbadać to ewentualny udział polskojęzycznych władz we wspólnych ewentualnych działaniach tego nierządu, które mogą prowadzić do tego, że wojna Zeleńskiego, która jest tez wedle słów jego samego, jego wojną, stanie się naszą „pełnoskalową” wojną.
Szef “ministerstwa wojny”, Radosław Sikorski powiedział w środę: “Podjąłem decyzję o wycofaniu zgody na funkcjonowanie rosyjskiego konsulatu w Gdańsku”. Gdański konsulat jest ostatnią placówką tego typu w Polsce. Jest reakcja na sabotaż Ukraińców, którzy według władz w Polsce byli inspirowani przez służby specjalne Rosji. Decyzja ta mocno zbliżyła Polskę do zerwania stosunków dyplomatycznych z Federacją Rosyjską. A dążąc do wojny to jest etap tego dążenia. Sikorski podkreślił, że nie jest to jeszcze pełna odpowiedź na niedawne akty dywersji i wrogie działania tego kraju.
Na odpowiedź długo nie trzeba było czekać. “Stosunki z Polską uległy całkowitemu pogorszeniu. To przejaw degradacji, dążenia polskich władz do zerwania jakiejkolwiek możliwości nawiązania stosunków konsularnych lub dyplomatycznych. W tym miejscu można jedynie wyrazić ubolewanie” – przekazał rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.
Stosunki te już nie istnieją. Od kilku miesięcy nie ma w Polsce rosyjskiego ambasadora. I raczej już nie będzie. To tylko kwestia dni, gdy polskojęzycznego ambasadora w Moskwie, wycofa rząd warszawski, Pieskow dodał, że decyzja Radosława Sikorskiego o zamknięciu rosyjskiego konsulatu w Gdańsku jest równoznaczna z zamrożeniem kontaktów dyplomatycznych. Reakcja Moskwy jest spójna z przewidywaniami ekspertów.
- Podziel się
