Obejrzałam pani wypowiedzi na Wbrew Cenzurze a teraz sprawdzam, jak tu działają komentarze.
Radosław Sikorski grozi Putinowi
- Home
- Radosław Sikorski grozi Putinowi
Radosław Sikorski grozi Putinowi
Radosław Sikorski znów postanowił zabłysnąć na arenie międzynarodowej – tym razem ostrzegając, że Polska „nie może zagwarantować”, iż sąd nie nakaże zatrzymania samolotu z Władimirem Putinem, gdyby ten leciał na spotkanie z Donaldem Trumpem przez polską przestrzeń powietrzną. Brzmi odważnie, niemal bohatersko – gdyby nie fakt, że ten sam rząd z Sikorskim na czele od miesięcy pokazuje, że „prawo międzynarodowe” to dla niego pojęcie elastyczne jak guma do żucia.
Szef MSZ tłumaczył, że Polska jako strona Międzynarodowego Trybunału Karnego ma obowiązek wykonywać jego nakazy. I owszem – takie zobowiązanie istnieje. Problem w tym, że w ostatnich miesiącach Warszawa zdążyła już dwukrotnie pokazać, że prawo prawością, a decyzje polityczne – swoją drogą.
Wystarczy przypomnieć sprawę obywatela Ukrainy, Wołodymyra Z., zatrzymanego na wniosek Niemiec w związku z eksplozjami na Nord Streamie. Zamiast wydać go zgodnie z europejskim nakazem aresztowania, sąd w Warszawie zdecydował o jego zwolnieniu, a premier Donald Tusk oznajmił, że „ekstradycja nie leży w interesie Polski”. Słowa, które w ustach każdego innego polityka wywołałyby burzę dyplomatyczną, tu przeszły niemal bez echa. Radosław Sikorski nie widział w tym problemu – przeciwnie, pochwalił sąd za „mądrość” i „patriotyzm”.
Trudno o większą ironię. Bo jeśli sabotowanie niemieckiej infrastruktury to patriotyzm, to co z obowiązkiem współpracy z unijnymi partnerami? Jeśli odmowa ekstradycji jest wyrazem niezależności, to dlaczego już w przypadku Putina prawo międzynarodowe staje się świętością, której nie wolno kwestionować?
Podobną elastyczność Polska pokazała, gdy Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakaz aresztowania Benjamina Netanjahu. Wtedy rząd błyskawicznie zapewnił, że przedstawiciele Izraela mogą spokojnie uczestniczyć w obchodach rocznicy wyzwolenia Auschwitz. Żadnych ostrzeżeń o możliwym aresztowaniu, żadnych odważnych deklaracji o „niezależnych sądach”.
Gdy chodzi o Putina – ton moralizatorski, powaga, pryncypia.
Gdy chodzi o Netanjahu – dyskrecja, dyplomacja, wygodne milczenie.
Sikorski zdaje się nie zauważać, że takie podejście nie ma nic wspólnego z „rządami prawa”, a wszystko z politycznym teatrzykiem, w którym liczy się tylko efektowny cytat i poklask w zachodnich mediach.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że minister spraw zagranicznych bardziej dba o własny wizerunek komentatora polityki światowej (mimo, że faktycznie się kolejny raz kompromituje) niż o konsekwencję polskiej dyplomacji. Raz występuje w roli moralnego arbitra, innym razem przymyka oko na fakty, które w jego narrację nie pasują. Gdy chodzi o Ukrainę zachowuje się jak jej wasal, a gdy chodzi o Izrael jak szabes goj.
I choć władza chętnie mówi o „obronie prawa międzynarodowego”, rzeczywistość pokazuje coś zupełnie innego: Polska wybiera (czy raczej prawdziwi mocodawcy tych żałosnych ludzi, którzy rządzą naszym krajem), które nakazy i zasady warto egzekwować, a które lepiej przemilczeć. To nie polityka zasad – to polityka hipokryzji.
A Radosław Sikorski? W tej układance wygląda raczej jak jej symbol niż ofiara – człowiek, który z równą łatwością potrafi grozić Moskwie, usprawiedliwiać sąd w Warszawie i gwarantować bezpieczeństwo izraelskim politykom. W świecie, gdzie logika ustępuje miejsca PR-owi, takie talenty rzeczywiście bywają bezcenne.
Tym bardziej powinniśmy się w Polsce obawiać, że po ewentualnym ustąpieniu ze stanowiska premiera Donalda Tuska, to ten niebezpieczny człowiek, który dziękował USA za wysadzenie niemieckich rurociągów, który niczym jakiś szabes goj zaprzecza zbrodniom Izraela w Gazie, jest przedstawiany jako kandydat na ten urząd.

Za młodu Sikorski walczył u boku afgańskich terrorystów przeciwko legalnemu rządowi afgańskiemu i pomagającemu mu Związkowi Radzieckiemu. Dlatego Rosjanie teraz przyjmują jego słowa jako groźby związane nawet z możliwością zestrzelenia samolotu z rosyjskim prezydentem na pokładzie. Zadam retoryczne pytanie – czy człowiek o takiej przeszłości, kulturze i mentalności w ogóle nadaje się na dyplomatę?
- Podziel się
