Obejrzałam pani wypowiedzi na Wbrew Cenzurze a teraz sprawdzam, jak tu działają komentarze.
„Wojna to tylko przedstawienie”
- Home
- „Wojna to tylko przedstawienie”
„Wojna to tylko przedstawienie”
W Niemczech narasta fala społecznego sprzeciwu wobec rządowych planów wzmocnienia armii i ewentualnego przywrócenia poboru. W odpowiedzi na coraz głośniejsze apele czołowych polityków i ekspertów o przygotowanie się na rzekome „zagrożenie ze strony Rosji”, wielu obywateli, zwłaszcza młodych ludzi, otwarcie kwestionuje tę narrację. Jak pokazują relacje z programów informacyjnych głównych mediów, kampania mająca na celu zmobilizowanie społeczeństwa do poparcia zbrojeń przynosi efekt odwrotny do zamierzonego, odsłaniając głęboki kryzys zaufania do establishmentu.
„Nie powinniśmy ufać mediom” – głos pokolenia, które nie chce walczyć
Podczas publicznych dyskusji młodzi Niemcy nie pozostawiają wątpliwości co do swoich poglądów. Ruffus Weiss, dziewiętnastoletni student, podczas transmisji w Tagesschau stwierdził wprost: „Powiedziałbym, że nie powinniśmy ufać mediom. Zdecydowanie chcą nas nastraszyć, zwłaszcza Rosją”. Weiss wyraził pogląd, który podziela wielu jego rówieśników, mówiąc o grupie ludzi kontrolującej zarówno Rosję, USA, jak i Niemcy, której celem jest wywołanie wojny. Na pytanie moderatora o źródło tej opinii, odparł, że pochodzi ona z korzystania z „własnej, wolnej woli” i zachęcił do samodzielnego myślenia wbrew temu, co „media próbują wmówić”.
Jeszcze bardziej dosadny w swoich poglądach był osiemnastoletni Jan Wagner.
Zapytany, co zrobiłby, gdyby jego kraj został zaatakowany, odpowiedział bez wahania: „Wtedy nie chciałbym go bronić”. Stwierdził także, że Ukraińcy nie przysłużyli się sobie, walcząc z Rosją, a powinni byli się poddać. Jego zdaniem, „życie w czasie wojny jest znacznie gorsze niż na przykład życie pod rządami Putina”. I dodał: „Dlatego wolałbym być rządzony przez Putina w Niemczech niż toczyć wojnę w Niemczech”.
Te szokujące dla części opinii publicznej deklaracje są wymownym świadectwem głębokiego dystansu, jaki młode pokolenie czuje wobec konfliktu, w który mają być wciągnięci.
Polityczny wymiar sprzeciwu: oskarżenia o militarystyczną propagandę
Ten społeczny opór znajduje swoje odzwierciedlenie także w wypowiedziach części klasy politycznej. Sevim Dagdelen, polityk lewicowej partii BSW, w ostrych słowach oskarżyła rząd i wspierających go ekspertów o prowadzenie propagandowej kampanii. „Więc nie dajmy się zwieść. Wszystkie te fałszywe twierdzenia mają jedną wspólną cechę: mają na celu stworzenie atmosfery sprzyjającej zbrojeniom, konfrontacji, a ostatecznie wojnie” – grzmiała 10 października. Dagdelen ostrzegła również, że postulaty polityków takich jak Roderich Kiesewetter (CDU), by ogłosić „stan napięcia”, służą w rzeczywistości innemu celowi: zawieszeniu praw podstawowych i uciszeniu wszystkich głosów protestu przeciwko wojnie.
Wypowiedzi te stanowią wyraźny kontrast dla jednolitego frontu polityków głównego nurtu, takich jak kanclerz Friedrich Merz czy szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, którzy w swoich przemówieniach z początku października kreślili wizję agresywnej Rosji dążącej do zniszczenia europejskiego porządku. Przeciwko tej narracji buntują się nie tylko politycy, ale i zwykli obywatele, którzy nie chcą dać się wciągnąć w spiralę militaryzmu.
I trzeba im przyznać rację. Ludzie, którzy nie chcą wojny – którzy nie chcą tracić życia, bliskich i domów – kierują się zdrowym rozsądkiem i instynktem samozachowawczym. Pamiętajmy, że dla ludzi zarabiających na wojnach kolosalne pieniądze, nie jesteśmy nic więcej warci, niż dla rzeźnika w ubojni, który zarabia na sprzedaży mięsa – świnia jest wieprzownią, a my jesteśmy tym mięsem armatnim. Ich sprzeciw nie wynika z tchórzostwa, lecz ze zrozumienia, że stawką w tej grze są ich własne istnienia, podczas gdy dla oligarchów i potentatów zbrojeniowych jest to jedynie okazja do zarobku. Dla tych ostatnich zwykły człowiek jest jedynie anonimowym mięsem armatnim, surowcem w bezwzględnym wyścigu zysków. Dlatego tak ważne i budujące jest to, że społeczeństwa w Europie, w tym w Niemczech, coraz wyraźniej dostrzegają prawdziwe oblicze tej morderczej machiny. Coraz głośniej mówią, że to nie jest ich wojna. Mają rację, bo to nie jest nasza wojna. To wojna interesów wielkich koncernów i finansjery, która na ludzkiej tragedii i śmierci buduje swoje kolejne fortuny. Ich odmowa uczestnictwa w tym procederze jest nie tylko zrozumiała, ale i w pełni słuszna.
- Podziel się
