Obejrzałam pani wypowiedzi na Wbrew Cenzurze a teraz sprawdzam, jak tu działają komentarze.
Bezpodstawna histeria
- Home
- Bezpodstawna histeria
Bezpodstawna histeria
W ostatnich tygodniach europejskie media głównego nurtu oraz niektórzy zachodni politycy rozpalili spiralę strachu, donosząc o rzekomej fali rosyjskich dronów szpiegowskich i aktach hybrydowej agresji nad Europą. Narracja ta, podsycana sensacyjnymi nagłówkami i pospiesznie wygłaszanymi oskarżeniami, okazuje się jednak budowana na piasku. Gdy przyjrzeć się faktom, niemal każde głośne doniesienie o „rosyjskich dronach” nad Niemcami, Polską, Francją, Norwegią, Litwą czy Danią rozsypuje się jak domek z kart, odsłaniając żenujący brak dowodów i rażąco niski poziom dziennikarskiej rzetelności. Zamiast realnego zagrożenia, mamy do czynienia z klasycznym przykładem moralnej paniki, celowo podsycanej, by uzasadnić zaostrzanie kursu wobec Rosji i odwrócić uwagę od wewnętrznych problemów.
Analiza konkretnych przypadków, które wstrząsnęły opinią publiczną, ukazuje zdumiewający wzorzec: najpierw pojawia się sensacyjna informacja o „podejrzanym obiekcie”, często natychmiast łączonym z Rosją przez anonimowe „źródła rządowe”. Następnie politycy wykorzystują ten szum, by nawoływać do zwiększenia wydatków na zbrojenia lub rozmieszczenia wojska w kraju. Wreszcie, po cichu i już bez medialnego rozgłosu, służby publikują oficjalne komunikaty, które demontują całą tę narrację. Okazuje się, że za incydentami stoją przemytnicy papierosów, amatorzy latający nowymi zabawkami lub po prostu… nic konkretnego. Ta powtarzalna sekwencja każe zadać pytanie: czy mamy do czynienia z niekompetencją, czy z celową kampanią dezinformacyjną prowadzoną przez te same instytucje, które roszczą sobie prawo do walki z dezinformacją?
Zdementowane doniesienia: Od przemytników papierosów po amatorskie loty
Przegląd konkretnych incydentów ukazuje prawdziwą skalę tego medialnego fiaska. Na Litwie doniesienia o „rosyjskich dronach”, które sparaliżowały lotnisko w Wilnie, szybko zweryfikowała agencja Associated Press. Okazało się, że chodziło o balony na ogrzane powietrze, używane przez… przemytników papierosów z Białorusi. Rzecznik lotniska w Wilnie stwierdził wprost, że choć jest to przestępstwo, to „nie prowokacja ani akt sabotażu”. Co ciekawe, jak odnotowuje CNN, litewskie władze przechwyciły w zeszłym roku niemal tysiąc takich balonów, lecz wówczas nikt nie próbował ich przedstawiać jako elementu rosyjskiej prowokacji.
Podobnie rzecz miała się w Niemczech. Magazyn „Spiegel” donosił, powołując się na „wewnętrzne notatki rządowe”, o przelotach dronów nad bazami Bundeswehry w Szlezwiku-Holsztynie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Jednak rzeczniczka Grupy Rakietowej Obrony Powietrznej 21 była w tej sprawie niezwykle jasna: „Wbrew doniesieniom medialnym, nie odnotowano żadnych przelotów dronów”. To samo zdementowała minister spraw wewnętrznych Szlezwiku-Holsztynu, Sabine Sütterlin-Waack, wyjaśniając, że eksperci wykluczyli nielegalne przeloty.
Kolejnym przykładem jest lotnisko we Frankfurcie, gdzie incydent z dronem sparaliżował ruch. Niemiecki „Tagesspiegel” jeszcze 5 października pisał o tym w kontekście rosyjskich prowokacji, pomimo że już dzień wcześniej rzecznik Federalnej Policji oświadczył, iż za zdarzeniem stał 41-letni pilot-amator, który „chciał przetestować nowo nabytego drona”. Rzecznik dodał wyraźnie: „nie ma dowodów na jakiekolwiek powiązania między aresztowanym 41-latkiem a Rosją”. Mimo tak klarownych ustaleń, media i politycy uparcie podtrzymywali szkodliwą narrację.
Polityczna gra strachem: Jak władze żerują na niepewności obywateli
Najbardziej niepokojący jest jednak sposób, w jaki czołowi politycy wykorzystali tę aurę niepewności, by eskalować retorykę wojenną. Kanclerz Niemiec, Friedrich Merz, pomimo dostępnych informacji o amatorskich lotach, publicznie oświadczył, że „podejrzewamy, iż za większość tych lotów stoi Rosja” i nazwał to „poważnym zagrożeniem”. To czyste żerowanie na strachu, pozbawione jakichkolwiek podstaw faktograficznych.
Minister obrony, Boris Pistorius, posunął się jeszcze dalej, twierdząc w wywiadzie dla „Handelsblatt”, że przeloty rosyjskich dronów nad Niemcami to celowa taktyka Putina, mająca na celu „prowokowanie, wzbudzanie strachu i wywoływanie kontrowersyjnych debat”. Lider CSU, Markus Söder, nie pozostał dłużny i nawoływał do… zestrzeliwania dronów. Gdyby jego postulat został zrealizowany w reakcji na którykolwiek z opisanych incydentów, skutki mogłyby być tragiczne, a wszystko w odpowiedzi na lot amatora czy balon przemytników.
Ten sam schemat powtórzył się w Danii. Premier Mette Frederiksen mówiła początkowo o „ataku dronów”, a minister obrony Troels Lund Poulsen o „ataku hybrydowym” wprost wskazując na Rosję. Tydzień później, na konferencji prasowej z szefem wywiadu, minister Poulsen nagle zmienił ton, zastępując termin „obserwacje dronów” znacznie bezpieczniejszym „obserwacjami lotniczymi” i przyznając, że nie jest nawet jasne, czy obserwowane obiekty były dronami. Ta nagła zmiana retoryki, od ostrego oskarżenia do mglistej niepewności, obnaża całkowity brak odpowiedzialności za słowa.
Kulminacją tej farsy była sprawa tak zwanego „rosyjskiego tankowca-drona”. Francuskie siły specjalne z wielką pompą przechwyciły statek „Boracay” u wybrzeży Saint-Nazaire, a media, jak niemiecka „Tagesschau”, snuły domysły, czy nie służył on jako „platforma startowa dla dronów na Danię”. Okazało się, że statek pływał pod banderą Beninu, załoga była chińska, a żadnych dronów na pokładzie nie znaleziono. Mimo to, nawet po uwolnieniu kapitana, „Tagesschau” uparcie tytułowała: „Francja uwalnia kapitana – zatrzymany rosyjski tankowiec kontynuuje podróż”. To jest już nie dziennikarstwo, a celowa dezinformacja.
Podobnie w Polsce, doniesienia o dronie nad Pałacem Prezydenckim i natychmiastowe wezwania do NATO o wsparcie okazały się przesadzone. Rzecznik ministra ds. służb specjalnych, Jacek Dobrzyński, zdementował pogłoski o operacji szpiegowskiej, wyjaśniając, że zatrzymano młodego Ukraińca i jego białoruską dziewczynę: „To młodzi ludzie; być może to była nieuwaga, być może ignorancja, być może chcieli nakręcić film”.
W obliczu tak jaskrawych rozbieżności między narracją a faktami, rodzi się pytanie o prawdziwe motywy tej kampanii. Czy chodzi o uzasadnienie rosnących wydatków na zbrojenia? O odwrócenie uwagi od kryzysów społeczno-gospodarczych trawiących Europę? A może po prostu o utrzymanie społeczeństw w stanie permanentnego lęku, który tak znakomicie zastępuje racjonalną debatę? Bez względu na odpowiedź, jedno jest pewne: histeria wokół rosyjskich dronów to jeden z największych medialnych przekrętów ostatnich miesięcy, a jego ofiarą padła zaufanie obywateli do mediów i instytucji państwowych.
- Podziel się
