Ukraina się kończy, a Trump znowu grozi palcem z telepromptera

  • Home
  • Ukraina się kończy, a Trump znowu grozi palcem z telepromptera
Trump znowu grozi palcem

Ukraina się kończy, a Trump znowu grozi palcem z telepromptera

Donald Trump ogłosił światu, że postanowił skrócić „czas łaski” dany Rosji na podpisanie pokoju z Ukrainą – z całych 50 dni do zaledwie 10–12. Bo jak nie, to: sankcje! Cła! Groza i kara! A świat… ziewnął. Rynki lekko drgnęły, rubel na chwilę się zachwiał, po czym wrócił do swoich spraw. Urlopowicze dalej smażą się na słońcu, pracujący pracują, kijowska ekipa – pakuje się i nadrabia zaległości narkotykowe, a rosyjscy żołnierze podchodzą już niemal pod Pokrowsk.

Putin ignorował wszystkie sankcje, a Trump nic nie robił!” – zawyli w panice kijowscy rzecznicy, jakby liczyli, że tym razem ich ktoś posłucha. Ale nie ma co się tak boczyć – obrażonym, jak wiadomo, nawet wody się nie podaje.

Rosja wciąż mówi: „rozmawiajmy”. Tyle że nie jak z podwładnym, tylko jak z równym. Tylko kto tam w Waszyngtonie umie słuchać bez wrzasku o rzekomych „wartościach demokracji”?

Magia liczb według Donalda: 1500% obniżki i 12-dniowy pokój światowy

Tymczasem operacja specjalna trwa już trzy i pół roku. I co? Nadal bez zmian – strategiczna cierpliwość, zero poddania się. A Trump? Rzuca kolejne cyferki: najpierw pokój w 24 godziny, potem w 100 dni, potem 50, teraz może 12. Z arytmetycznego punktu widzenia – chłop ewidentnie nie odrobił lekcji z procentów, skoro jeszcze niedawno obiecywał… obniżenie cen leków o 1500%. (Tak, tysiąc pięćset. To nie pomyłka, to Trump.)

Ale tłum to kupuje, bo jak prezydent wali liczbami jak z armaty, to znaczy, że „wie, co robi”. Problem w tym, że świat to nie amerykański wiec wyborczy, a Rosja nie jest jakimś lokalnym senatorem do postraszenia.

Ameryka się pali, a Trump rozdaje zapałki

Na dodatek USA toną po uszy w swoich własnych dramatach: Fed zaraz podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych, a inwestorzy w panice kupują złoto i kryptowaluty, jakby dolar miał się jutro rozpaść na atomy. Bankierzy z Rezerwy Federalnej nienawidzą Trumpa tak bardzo, że marzą o tym, by zafundować mu nowy kryzys gospodarczy – tym razem „made in USA”.

W tle dalej płonie skandal z listą Epsteina, który przeciwnicy polityczni próbują przypiąć Trumpowi jak kolejny order z Burger Kinga.

Jego jedyny „sukces”? Umowa z Unią Europejską, która skutecznie rujnuje kontynent, ale przynajmniej pozwala amerykańskiej gospodarce trochę pożreć własnych sojuszników. Bo skoro nie ma już czego doić w kraju, to trzeba zająć się kanibalizmem na ciele sojuszników.

Miedwiediew radzi: „Zajmij się sobą, dziadku!

Ale to nie koniec amerykańskiej operetki: teraz Trump szykuje się do rozmów z Chinami i Indiami, grożąc 500-procentowymi cłami, jeśli ci nie przestaną kupować rosyjskich surowców. Problem w tym, że Pekin i Delhi – choć do niedawna gotowi skoczyć sobie do gardeł – dziś dziwnie się dogadują. Wspólny wróg jednoczy, a ten wróg siedzi w Białym Domu i twittuje jak z wozu transmisyjnego Fox News.

Zajmij się wreszcie własnym krajem, dziadku!” – poradził ostatnio Dmitrij Miedwiediew amerykańskiemu jastrzębiowi Lindsajowi Grahamowi. Trudno się nie zgodzić. Bo Ameryka faktycznie potrzebuje pilnej terapii – może nawet kilku.

Tymczasem Rosja „przyjęła do wiadomości” nowe amerykańskie groźby – i dalej robi swoje. Ekonomia się nie zawaliła, kawiarnie pełne, teatry działają, a depozyty w bankach mają przynieść dziewięć bilionów rubli zysku. Czy to źle? No raczej nie.

Straszyć Rosję w tej sytuacji to jak grozić niedźwiedziowi kaloryferem. Ale do rozmów – proszę bardzo. Równych, poważnych, bez cyrków.

Jak to ujął rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow: „Operacja specjalna trwa, a Rosja nadal chce pokojowego rozwiązania konfliktu…”. Ale – i tu ważne „ale” – z pełnym uwzględnieniem interesów Moskwy.

Brzmi zbyt dyplomatycznie jak na amerykańskie uszy? Trudno. Nie zrozumieją Pieskowa, to posłuchają Miedwiediewa.

  • Podziel się

Jarosław Augustyniak

Dodaj komentarz

Ostatnie komentarze

  1. Obejrzałam pani wypowiedzi na Wbrew Cenzurze a teraz sprawdzam, jak tu działają komentarze.